analiza czerwca 2015

Zauważyliście, że nadrabiam zaległości. Wakacje już minęły, a ja tkwię nadal w tematyce urlopowej. I chociaż szykuję jeszcze dwa wpisy z tej wyprawy, to dzisiaj uraczę was tematykę nieco przyziemną. Acz myślę, że ona was ucieszy. Najwyższy czas na analizę czerwca 2015!

Zbieranie paragonów prowadzę skrupulatnie. Ten nawyk mniej wychodzi Przyszłemu i zazwyczaj jego niesubordynacja prowadzi do zaokrąglania złotówek. Co do budżetu, to przyznam się, że z nim miewam kłopoty. Określam środki na dane potrzeby, ale nie potrafię się ich trzymać. Wszystkie okazje cenowe, fajne produkty, bez których w sumie mogłabym żyć, ale chciałabym mieć, gazetki sklepowe, silnie oddziałują na moją osobę. Moc marketingu zbiera swoje żniwo, ale dzielnie się staram. Oby wrzesień był miesiącem skutecznego oporu przed promocjami.

Ale przejdźmy do najważniejszej części tegoż artykułu. Jakie koszty poniosłam w czerwcu? Zatem:

– jedzenie – 910,74 zł – miły wynik dla oka. Wyjazd na wieś pod koniec miesiąca spowodował, że nie miałam gdzie wydawać gotówki. Chociaż w wiejskim sklepiku marża bywa zbyt duża, to i tak wydałam mniej, niż gdybym była w mieście. Ot taki paradoks.

– chemia i kosmetyki – 98,44 zł – taką kwotę lubię najbardziej

– gazety – 11,85 zł – miałam nie kupować i zamiast się raczyć książką, raczyłam się gazetą

– leki – 0 zł – sezon wakacyjny odgonił od nas choróbska

– wydatki na Bulbę – całkowita kwota wyniosła 315,79 zł – na pieluchy poszło 95,97 zł, chusteczki nawilżające – 12,98 zł, krem na odparzenia – 0 zł, zabawki – 39,97 zł, ubrania – 51,97 zł, kalosze – 49 zł, szczoteczka soniczna do zębów – 65,90 zł.

Ze sprzedanych rzeczy uzyskałam 44 zł, a miłym bonusem było wpłynięcie 55 zł za utworzenie konta w innym banku. Co dało mi 99 zł na plusie.

Jestem zadowolona z wyniku. Cieszy mnie, że nie jest najgorzej. Wręcz przeciwnie idzie mi coraz lepiej, mimo iż czasami noga mi się poślizgnie w dążeniu do racjonalnego i rozsądnego wydawania pieniędzy. Ich pomnażanie, czy odkładanie niestety leży, kwiczy i zieje totalną pustką. Najgorzej wychodzi mi oszczędzanie pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży rzeczy, których już nie potrzebuję. Rozchodzą mi się one nie wiadomo kiedy i jak. Nie umiem ich sensownie wykorzystać. A powinny iść na spłatę zobowiązań. Niestety nie potrafię tego ostatnio  wyegzekwować.

Ciekawi mnie, ile jeszcze miesięcy minie, zanim umiejętnie będę umiała zarządzać swoim budżetem? Czy kiedyś taki dzień nastanie?

  • Lubię te Twoje wpisy finansowe. 🙂 Ja też wszystko spisuję, żeby nie powtarzać w kółko: boże na co ja wydałam tyle kasy?? Otwieram zeszyt i wszystko wiem. Właśnie, w czym rejestrujesz wydatki? Zeszyt czy eksel? I spisujesz ogólne kwoty z paragonów, czy wyszczególniasz produkty? Chodzi mi o produkty spożywcze i chemię. Ja spisuję w zeszycie ogólne sumy z paragonów. Kiedy zaczęłam podliczać, to wyszło, że wydaję więcej niż zarabiam, więc nie podliczam. 😉 Niestety nie umiem wydatków zaplanować, a samo spisywanie to za mało. Mam takie zadanie na najbliższy czas, w zasadzie na październik- nauczyć się planować budżet. Finanse to ciężka sprawa.

    • Bambosza

      Ja piszę swoje wydatki w tabelce utworzonej w Exelu. Jest ona trochę niedopracowana, bo nigdy nie umiałam perfekcyjnie z tego programu korzystać, ale ją lubię, bo jest moja 🙂
      Spisuję wszystkie wydatki, mam je wyszczególnione na kategorie: jedzenie, wydatki Bulby, chemia i kosmetyki, ubrania, bilety, rachunki, itd. Wpisuję sumy z każdego dnia i wpisuję je do odpowiedniej rubryki. Jeżeli zakupy żywności zrobiłam danego dnia w kilku miejscach, to je sumuję razem. Czasami obok kwoty piszę jaką rzecz konkretnie kupiłam np. dzbanek do soku. Do każdego dnia mam miejsce na adnotację, żeby sobie wpisać np. że dzisiaj zjadłam obiad na mieście, kupiłam prezent na urodziny. Wtedy mam obraz na co się rozeszły pieniądze i na co mam zwrócić uwagę, by mniej wydawać pieniędzy. Niestety ja też mam czasami większe wydatki niż przychodu, ale zdarza się to teraz sporadycznie. Kłopotem jest to, że nie potrafię odkładać pieniędzy, bo chociaż mam niewiele, to wiem, że jestem w stanie to zrobić. Wydatki planuję, mam określone kwoty na co wydam pieniądze, ale plan bierze w łeb jak są jakieś promocje. I w ten oto sposób kupiłam sobie np. w tym miesiącu patelnię Tefala do smażenia naleśników za 30,77 zł, która była przeceniona ze 120 zł.
      Podsunęłaś mi temat na wpis 🙂 Kurczę! Czemu doba nie ma 48 godzin? 😉
      Finanse są ciężkie do ogarnięcia z tego powodu, że musimy zmienić swój styl życia, podejście do pieniędzy, przyznać, że wydajemy je na bzdety, a przede wszystkim przyjrzeć się i zmienić swoje nawyki 🙂
      Trzymam kciuki za Twój plan ogarniania budżetu. Wyboista to droga, długa, ale ja mam z tego ogromną frajdę i wiem na co rozchodzą się moje finanse. Większość osób tej wiedzy zupełnie nie posiada. Jestem bardziej świadoma i wciąż pomnażam wiedzę w tej dziedzinie 🙂

      • No z takiej promocji to i ja bym skorzystała, choćbym miała pożyczyć. 🙂 Wbrew pozorom czasami warto coś kupić z promocji, bo może w tym miesiącu nadwyrężasz budżet, ale rzecz masz na lata. Oby tylko nie dać się zwariować. A wpisem finansowym oczywiście jestem zainteresowana. 🙂

        • Bambosza

          Planowałam kupić inną, ale na inne nie było promocji 🙂 Aby wytrzymała do 18 Bulby 🙂 No i trochę wariuję, bo za dużo naoglądałam się gazetek w necie, a jutro otwierają Castoramę w Wola Park.. Yyyyyy.. Wpis finansowy będzie. Specjalnie dla Ciebie 🙂