Zapewne jesteście ciekawi jak w ubiegłym miesiącu wyglądały wydatki. Oto one:

– jedzenie – 1087,13 zł – trochę lepszy wynik niż w poprzednim miesiącu, gdzie wydaliśmy 1195,21 zł, ale marzę by osiągnąć kwotę 900 zł; ciekawe, czy kiedyś to mi się uda

– chemia i kosmetyki – tylko 71,82 zł – uwielbiam tak niskie kwoty

– lekarstwa – 59,40 zł – wyjątkowo mało zostawiliśmy pieniążków w aptece

– bluzka i buty dla mnie – zawrotna kwota – 98,90 zł

– dieta – 149 zł – ekstrawagancki zakup, byśmy jedli zdrowo, w rezultacie schudłam tylko 1 kg i cały czas jestem głodna

– gazety – wyjątkowo tylko 3,98 zł – nie kupuję już ich, bo przeraziłam się tym, że moje dziecko z uwielbieniem pokazuje wszystkie reklamowane zabawki, jedzenie, mleko, mleczne kanapki, etc.

– sprawunki Zosi – całościowo zamknęły się w kwocie 457,32 zł, zatem na pieluchy poszło 31,98 zł, chusteczki nawilżające – 6,98 zł, zabawki – 195,47 zł ( w tym hulajnoga za 150 zł; na kilka lat będzie służyć, o ile me dziecię będzie na niej chciało jeździć), ubrania i buty – 222,80 zł – niestety w promocji butów nie było i o zgrozo Bulba z nich wyrosła, więc musieliśmy kupić jej kolejne w tym miesiącu.

Nie jestem zadowolona do końca z wyników. Wciąż nieporadnie wychodzi mi kontrolowanie budżetu. W śmietniku utopiłam 50 zł, a utrzymanie w ryzach chęci wydawania pieniędzy jest nieustającą pracą. Miłym pocieszeniem jest pozyskanie 124 zł ze sprzedaży zbędnych nam rzeczy.

Ciągle mam wrażenie, że za mało robię, by efektywnie gospodarować budżetem. Chcę, by rezultaty wreszcie mnie powaliły na kolana, a satysfakcja rozlewała się po całym mym ciele.

Ma kondycja w patrzeniu na świat i przyszłość świetlaną jest lekko zachwiana. Nie ma co ukrywać, że przechodzę lekki kryzys. Ale wiecie doskonale, że jak Feniks odradzam się z popiołów.

🙂