Skończył się już maj, a to oznacza podsumowanie poniesionych wydatków. Zatem:

– żywność – 1203,26 zł – popłynęliśmy i suma doprowadziła mnie do migotania przedsionków

– chemia i kosmetyki – 111,37 zł – tu suma też nam podskoczyła

– leki – 99,86 zł – coraz bardziej siwieję

– gazety – 0 zł – osiągnięty sukces w pełni, czytam więcej książek

– wydatki na Bulbę – zamknęły się w kwocie 345,61 zł – czyli na pieluchy poszło 111,97 zł, chusteczki nawilżające – 16,55 zł, puzzle i pierwszy Bulby plecaczek – 34,98 zł, ubrania – 103, 11 zł, buty skórzane – 79 zł

– sprzedaż niepotrzebnych rzeczy – 0 zł – masakryczny zastój

Nie jestem zadowolona, szczególnie z kwoty wydanej na żywność. Czyżby na to wpływ miała dieta, którą stosuję? Muszę zagłębić temat w gąszczu paragonów. A myślałam, że ogłoszę wszem i wobec spektakularny sukces, bo w tym miesiącu wyrzuciłam jedzenie na kwotę 15 zł. Jak widać jestem na dobrej drodze wykorzystywania wszystkich produktów i może wkrótce osiągnę moje wymarzone 10 zł w tej kwestii. Radość pomniejsza kłujący w oczy wynik albo ukrytego obżarstwa, albo kosztownej diety, albo niegospodarnego zarządzania pieniędzmi.

Zawsze mnie ciekawiło, jakie koszta ponosi się w związku ze spotkaniami blogerskimi. Ostatnio byłam na Mazurskich Spotkaniach Blogerów w Węgorzewie. Tak kształtowały się wydatki:

– wpisowe – 50  zł

– bilety – całość 111,70 zł – najdroższa okazała się podróż pociągiem ze stolicy do Giżycka, bilet kosztował 62 zł, co przekonuje mnie do podróżowania w ten sposób z Przyszłym i Bulbą, korzystając ze zniżki rodzinnej; trasa Giżycko – Węgorzewo pochłonęła 6 zł; z Węgorzewa do Olsztyna zapłaciłam 22,70 zł; z Olsztyna do Warszawy jechałam  Polskim Busem, a koszt biletu wyniósł 21 zł, który kupiłam wcześniej po niższej cenie; notabene bardzo polecam, szybko, komfortowo, naładowałam sobie zdychający telefon i skorzystałam z darmowego Wi-Fi

– jedzenie oraz słodkie i chmielne przyjemności – 53,59 zł

Razem jest to 215,29 zł. Dużo. Przyznaję.

Na Grodziskie Spotkania Blogerów suma była mniejsza. Było to 103,80 zł. Cząstkowe sumy przedstawiały się następująco:

– wpisowe – 35 zł

– bilety – ZTM – 4,40 zł, akurat karta miejska mi się skończyła, na WKD w obie strony – 14 zł, taksówka – 20 zł

– jedzenie i picie na drogę – 13,12 zł

Na warsztaty Blog Roku nie wydałam ani jednej złotówki. Były za darmo, odbyły się w Warszawie, a i bilet miejski miałam doładowany.

Szczerze mówiąc w moim budżecie nie ma środków na takie wyjazdy. Nie zarabiam na swoim blogu. Udało mi się tylko wygrać dzięki jednemu wpisowi bilety do teatru Capitol. Wyjeżdżam, by oderwać się od monotonii życia, poznać nowych ludzi, a przede wszystkim by uczyć się i rozwijać, a nowe informacje wykorzystać w doskonaleniu bloga. Przyszły widzi te moje potrzeby i nie protestuje, bym czasami oderwała się od niego, Bulby i wyjechała na blogowe spotkanie. Tylko na te wyjazdy wydobywamy nasze zaskórniaki.

Pomału dochodzę do wniosku, że budżet mój to nie wytrzyma i odchodzę od swoich priorytetów finansowych. Nie mogę pozwolić na podkopywanie jego kruchych filarów. Mogłabym sobie na to pozwolić, gdybym była rozchwytywaną blogerką współpracującą z firmami. A nią nie jestem.

Tak więc stoję na rozdrożu dróg chęci, potrzeb i możliwości finansowych. Co wybiorę? Jak myślisz?