Paragony, kalkulator, długopis i kartka papieru - to niezbędniki przy prowadzeniu budżetu domowego. Finanse osobiste, planowanie wydatków są podwaliną budowy niezalezności finansowej.

Dawno nie było podsumowania wydatków. Zatem lecę z koksem 🙂

Wydałam na:

– jedzenie – 1020,29 zł – piękna kwota jak widzicie. Dająca nadzieję, że może kiedyś przybliżę się do 900 zł. Postanowiłam też nie wydawać pieniędzy na pseudo soki, pełne glukozy i fruktozy. Szykuję się na zakup prawdziwego soku malinowego i soku z czarnego bzu, w ramach profilaktyki, zdrowotności i tępienia przeziębienia. Wyczaiłam fajną stronę Smaki Lubelszczyzny. A może znacie jakieś inne, których ofertę warto przejrzeć? Notabene zainwestowałam w kilogramowe opakowanie kukurydzy, co by Bulbie popcorn robić. Będę ją miała gdzieś na pół roku 🙂 Fakt, że trzeba po tym zmywać garnek, ale od czego ma się zmywarkę. I tak ją codziennie włączam. Popcornowi, który się wrzuca do mikrofalówki, powiedziałam: „Bye, bye”.

– chemia i kosmetyki – 68,30 zł – bardzo przyjemna dla oka suma. Chciałabym, aby było tak zawsze, ale wiem, że się nie da. Jak skończy mi się puder i tusz do rzęs, to tak przyjemnie już nie będzie 🙂

– lekarstwa – 28,42 zł – tego miesiąca nie wydaliśmy fortuny. Może to, że Bulba lata ciągle na bosaka, zrzucając ostentacyjnie skarpety i jest lekko ubrana, bo odmawia właściwie się odziać, ma taki wpływ na jej zdrowie. Wychodzimy praktycznie każdego dnia na dwór, nie zważając na pogodę. Choć czasem mam ochotę się zakopać w domostwie i nie wyściubiać z niego swego nosa. Wariujący piec gazowy ma też swoje plusy. Nieszczelne okna również. Jest u nas zazwyczaj chłodnawo. Tak twierdzą goście, patrząc na nas dziwnie, gdy latamy po chałupie na krótki rękawek. Natomiast ja nie mogę znieść upału panującego u innych. Jak już się wybiorę w gości, to kaloryfery rozkręcone na cały zicher, powodują, że czuję się jak kaczka na rożnie.

– gazety – 4,48 zł – no i walczę, jak widzicie marnie, z magią kolorowych okładek, które po otwarciu nie mają nic ciekawego do zaoferowania. Po piętnastu minutach czasopismo ląduję do kosza. Zakupowy koszmar.

– sprzedaż niepotrzebnych rzeczy – 30 zł – idzie mi to po grudzie, ale i tak się cieszę, że sukcesywnie rzeczy ubywa i robi się nieco luźniej w mieszkaniu.

– wydatki na Bulbę – 119, 96 zł zł – rekordowa kwota. Tegoż miesiąca na chusteczki nawilżające poszło 5,90 zł, zabawki i artykuły plastyczne 57,78 zł, a na ubrania 56,28 zł. Większe zakupy przeniesione zostały na kolejny miesiąc. W tym postanowiłam lekko odświeżyć  garderobę Przyszłego. Po rzuceniu palenia, nieco mu się przytyło. Zakupy nadszarpnęły nasz budżet, bo uparłam się  kupić jemu nowe buty. Był to kiepski pomysł, bo w budżecie tego dodatkowego wydatku nie było i końcówka miesiąca była trochę nerwowa. Atmosferę zagęściło też zaproszenie na urodziny, o których zapomnieliśmy i trzeba było wyczarować środki na prezent urodzinowy.

Powiem wam, że naprawdę trzeba ściśle przestrzegać budżet, bo potem kombinuje się jak go dopiąć. Może ta kombinacja odbiła się pozytywnie na poniesionych kosztach żywności? Nie będę domniemywać. Jedno co wiem, to nie można odbiegać od pierwotnych ustaleń. Życie jest wtedy spokojniejsze.

A wy jak dajecie sobie radę z ustalonym budżetem? Trzymacie się go, czy odbiegacie od ustalonych założeń?