biednie

Kiedy byłam mała nie odczuwałam biedy, mimo panującej komuny i preferencji ojca ku napojom wyskokowym, gdzie lwią część pieniędzy lokował. Żyliśmy skromnie, a dzięki mojej mamie nie odczuwałam braków żywieniowych czy materialnych. Nie odczuwałam niedostatku. Małe dziecko nie wie, co to jest. Nie rozumie, czym jest bieda. I nie widzi różnic między ludźmi, rówieśnikami, póki nie podrośnie lub do czasu, gdy ktoś mu te różnice wytknie.

Nie głowiłam się tym. Jako kilkuletnia dziewczynka byłam zajęta zabawą z rodzeństwem, przysiadywaniem na parapecie z nosem przyklejonym do szyby, skakaniem na gumie. Nie dostrzegałam dysproporcji, bo życie z pijanym, awanturującym się ojcem, życie bez bieżącej wody, toalety, łazienki, z ogrzewaniem piecowym, było dla mnie normalnym, naturalnym środowiskiem. Innego nie znałam.

Idąc do szkoły, przebywając z rówieśnikami, przesiadując w ich domach, zauważałam różnice, ale mnie one nie przygnębiały. Rozumiałam i akceptowałam stan rzeczy, że nie wszystko będę mieć i że nie na wszystko będzie nas stać. Nie wywoływało to u mnie traumy, bo i nie miałam wygórowanych oczekiwań i potrzeb.

Inaczej sytuacja się miała, kiedy zaczęłam rozumieć anormalność przewlekłą fundowaną przez ojca, przemoc i terror jaki stosował wobec bliskich. Zaczęłam się wtedy wstydzić. Braku nowych ubrań, mebli, pustej lodówki, ale najbardziej swojego ojca. To była dla mnie największa ujma. Biedę mogłam zatuszować, zbyć gromkim śmiechem, udać, że nie istnieje, ale posiadanie ojca despotę, doskonałego manipulanta i kreatora nieistniejącej rzeczywistości dla otoczenia już nie. Za komuny, moja mama była w stanie jeszcze zamaskować biedę, ale kiedy dorastaliśmy i kiedy równolegle wzrastała przemoc ekonomiczna, kiedy częściej lodówka ziała pustką, a w domu brakowało podstawowych rzeczy, było coraz trudniej ignorować fakty i zaklinać rzeczywistość.

Bieda wynika z różnych czynników: kiepskiej pensji, głodowej emerytury czy renty, biedy pokoleniowej, niezdolności do pracy, niepełnosprawności członka rodziny, nałogów, choroby, kosztownego leczenia, bezdomności, dysfunkcji, patologii, nieumiejętnego gospodarowania pieniędzmi, marginalizacji, położenia geograficznego, niezaradności życiowej.. U mnie w rodzinnym domu wynikała ze świadomej działalności rodziciela.

Bieda najczęściej kojarzy się z patologią i nałogami. A biedny człowiek może być kulturalnym, nieuzależnionym od niczego człowiekiem. Bieda kojarzy się z łachmaniarzem, niemodnym fashionistą. Biedny człowiek może nie jest ubrany w najmodniejsze trendy, ale bywa człowiekiem czystym i schludnym. Biedny człowiek nie może mieć posprzątanego mieszkania. Biedny człowiek musi mieć w swoich czterech kątach syf i stertę śmieci po sam sufit. Biedny człowiek, nie powinien być w czymkolwiek dobry. Jest biedakiem i nie może posiadać żadnych umiejętności. Dzieci z biednych rodzin są niewykształcone. A niejednokrotnie dzieci z biednych rodzin wyśmienicie się uczą, są prymusami i kończą szkoły z wyśmienitymi wynikami. Biedny człowiek nie może posiadać niczego. Skoro jest biedny, to nic mu się już nie należy. Biedny człowiek nie może być uśmiechniętą osobą. Taki człowiek skazany na ostracyzm, powinien być pogrążony w żałobie. Biedny człowiek nie może mieć również marzeń. Biedakowi i tak się nie spełnią. Biednemu człowiekowi nie powinno się pomagać. Sam sobie przecież zawinił. Sporo osób uważa, że z ich podatków nie powinno się wspomagać osoby biedne. Dlatego biedny człowiek nie powinien liczyć na pomoc państwa. W opinii wielu ludzi biedny człowiek domaga się wsparcia i wyróżnia się postawą roszczeniową. A zazwyczaj biedny człowiek nie afiszuje się swoim ubóstwem, długo skrywa przed światem swoje położenie i nie chce prosić o pomoc. Pokutuje myśl, że biedny człowiek jest pasożytem, krwiopijcą, leniem patentowanym, oszustem i wyłudzaczem. Wszyscy biedacy tacy są. Wszyscy. Bez wyjątku.

Oczywiście najłatwiej jest rozprawiać na ten temat i rzucać niesprawiedliwymi osądami tym osobom, które nigdy biedy nie zaznały. Oczywiście dla każdego człowieka wyznacznikiem biedy będzie coś innego, będzie ona różnie definiowana i postrzegana. Dla jednych może to być życie bez dachu nad głową, a dla drugich nieposiadanie własnego samochodu. Osoby biedne też różnie odbierają swój niedostatek. Może im brakować pieniędzy na życie, ale czują się bogaci, bo mają kochającą i wspierającą się rodzinę. Każda jednostka ma inną percepcję odbierania i interpretowania pojęcia biedy.

Uważa się, że osoby biedne powinny być pozbawiane pomocy wszelakiej. Taki pogląd jest moralnym barbarzyństwem. Osoby biedne nie mogą być pozbawione wsparcia i ogołocone z nadziei. Poza tym jest to sprzeczne z naszą Konstytucją RP, która gwarantuje pomoc osobom znajdujących się w takiej sytuacji. Uważa się, że osobom biednym powinno się dawać wędkę, a nie rybę. I słusznie. Ale zawsze będzie istniała grupa osób, która sobie z wędką nie poradzi. Część osób mimo posiadanej wędki i chęci, nie wyłowi żadnej ryby, jeśli w akwenie wodnym nie będzie pływać ani jedna ryba. Mimo zmiany mentalności, posiadanego sprzętu, bywa tak, że nie ma możliwości, by te atuty wykorzystać. Bywa tak, że instytucje państwa zawodzą w biurokratycznym żywocie, pracownikami skupiającymi się na odbębnieniu dupogodzin, kryteriami dochodowymi, brakiem zainteresowania, traktowaniem petenta jako upierdliwej muchy.

Najbardziej mnie denerwuje niesiona pomoc tym osobom w postaci starych, zleżałych, rozpadających się i poplamionych ubrań, pościeli, sfatygowanych, przedpotopowych sprzętów, nadszarpniętych mocno mebli, rzeczami od czapy.. Dobroczyńcy pomylił się kierunek, zamiast w stronę kontenera powędrował do osoby biednej, która powinna wszystko przyjąć, skoro jest uboga. Darczyńca nie pomyślał, że takie postępowanie uderza w czyjąś godność. I wątpię, by sam z radością takowe dary przyjął. Oczywiście osobie biednej nie wypada takiego shitu nie przyjąć.

Denerwuje mnie, że osoby biedne nie mogą marzyć i śnić o drogich rzeczach, dobrych markach. Czy ten przywilej jest tylko zarezerwowany dla osób nieco majętnych od nich? Od kiedy? Dlaczego to jest bulwersujące? Czy biedny człowiek nie może śnić o spodniach Big Stara, pralce Boscha, a dziecko o klockach Lego? Czym ten człowiek różni się od nas?

Denerwuje mnie, że biedną osobę najchętniej widzimy leżącą w rynsztoku, bo tam jej miejsce. Kiedy pokona ona wszystkie przeszkody i staje pewnie na swoich nogach, jest niezależna i samowystarczalna, to zaczyna nam gul latać z niedowierzania i ze złości. Czemu tym osobom odbieramy prawo do zmiany życia na lepsze? Czemu ich sukcesy pomniejszamy i deprymujemy?

Denerwuje mnie, że osoby biedne uważa się za pijaków, nieudaczników, ćpunów, niedorozwojów, darmozjadów, leniów, patologię. Czy rzeczywiście wszystkie te rzeczowniki definiują każdego biednego człowieka?

Biedny człowiek nie ma prawa do ambicji i posiadania czegokolwiek. Osoba biedna nie może w mniemaniu wielu osób nabywać i posiadać rzeczy modnych, drogich, markowych, solidnych. W mniemaniu wielu osób nie powinna nawet mieć rzeczy ze sklepu „Wszystko po 5 złotych.” To, że ktoś jest biedny nie oznacza, że nie może mieć wcale okularów przeciwsłonecznych na nosie, modnego klapka z bazaru, czy telefonu. Nie można odbierać komuś aspiracji do dążenia, by żyć jak wszyscy inni ludzie wokół.

Wiele osób żyjących w niedostatku, dokonuje każdego dnia trudnych wyborów. Wiedząc, że zawsze na coś im zabraknie, muszą określać swoje potrzeby na bardziej ważne, priorytetowe, pilne. Są mistrzami w lawirowaniu między regałami sklepowymi, szukaniu promocji, gospodarnym zarządzaniem pieniędzmi, okrajaniem zbytków, odmawiania sobie przyjemności i obchodzenia się bez wielu rzeczy. Są to też osoby, które często wegetują, nie widzą żadnych szans na poprawę losu, pogodziły się już z istniejącą sytuacją, popadły w stan apatii i zobojętnienia. Są też osoby, które się nie poddają i z determinacją dążą mimo przeciwnościom losu do poprawy jakości swego życia.

Uważa się, że osoby biedne cały czas myślą o pieniądzach, o byciu bogatym, majętnym człowiekiem, życiu w luksusie. Bywa i tak. Lecz najczęściej te osoby są skupione wyłącznie na planowaniu i rozdzieleniu posiadanych środków tak, by opłacić rachunki, obkupić dzieci, zrealizować receptę i mieć pieniądze na życie do kolejnej wypłaty.

Niektórym osobom udaje się pokonać biedę. Często bez niczyjej pomocy i wsparcia, udaje się im przejść na wyższy poziom życia. Wówczas często znajduje się ktoś, kto zabiera splendor dokonań, przywłaszcza cudze zasługi, przedstawiając siebie jako źródło nieustającej pomocy. To jest niegodziwe, bo my jako społeczeństwo nie lubimy pomagać, ani dostrzegać zjawiska biedy w najbliższym otoczeniu.

Jest jeszcze inny odcień biedy. To nędza. Jest ona najokrutniejszym bytem. I w takim przypadku, osoba tkwiąca w jej granicach, nie da sobie sama rady. Bez pomocy ludzi, instytucji, taka osoba zginie.

Inną dojmującą biedą jest ta, gdzie nie ma już co do gara włożyć. W Polsce takich sytuacji jest pełna masa. Nie ma co ukrywać, że bieda maszeruje razem z pełnowartościowym głodem.

W Polsce żyje wiele ludzi, rodzin w biedzie, w ubóstwie. Często zastanawia mnie fakt, że nasze społeczeństwo, rząd nie dostrzega problemu, ani jego skali. Wszystkie elaboraty na temat naszego kraju płynącego miodem i mlekiem, niewyobrażalnym dobrobytem, wskaźniki, kryteria zakłamują rzeczywistość jaka jest naprawdę. Żyjemy w fikcji, w wykreowanym świecie, który mocno się różni od realiów życia ludzi. Budzi to wątpliwość, kiedy fala pomocy jest ukierunkowana poza granice kraju. Mnie to osobiście zniesmacza, bo w Polsce jest masa ludzi, która tej pomocy jest pozbawiona. Masa ludzi, która jest pomijana, niezauważana, lekceważona. Moim zdaniem tak nie powinno być. Chyba, że chcemy obłudnie wierzyć i mieć fałszywe poczucie, że ten problem naszego społeczeństwa nie dotyczy.

Widzę ten daltonizm, obłudę, hipokryzję.. I nie podoba mi się to wielce.