Było ich troje: on, ona i skutek. On kierował się chwilozofią. Chwilozofia.

On: Chwilozofia? Nie mam z nią nic wspólnego!

Ja: Doprawdy?

Jesteśmy zagubionymi połówkami. Ona jest połówką pomarańczy, a ja czekolady.

Jesteśmy samotni. Próbujemy choć na chwilę o tym zapomnieć. Razem jest przecież raźniej. Skoro tak jest, to czemu czuję jeszcze większą pustkę we dwoje? Miało to być antidotum na zapomnienie o Niej.

Jest nowa Ona. Całkowicie inna. Lecz to o tamtej wciąż myślę. Wspominam, choć chcę zamazać jej sylwetkę, ciemne włosy i uśmiech.

Z nową Oną kładę się do łóżka. Kochamy się, by zapomnieć o tęsknocie. Kochamy się, ale nie z miłości do siebie.

Jest nas troje: ja, Ona i skutek.

Przeraża mnie myśl, którą odpędzam od siebie. Powraca jak namolna mucha. Jestem za młody. Pokrzyżuje to moje plany, a co gorsze zrujnuje moje życie. Jestem nie dość dorosły, by udźwignąć konsekwencje. Egoistycznie odpowiadam tylko za siebie.

Mówię do Onej, że nigdy się do niej w życiu nie odezwę.

Było nas jednak tylko dwoje. Ja i Ona. Teraz jestem sam.

Minęły miesiące. Myślałem, że będą tak szare, jak dni za oknem. Ale pokolorowałam je miłość, na wszystkie kolory jesieni: w czerwień, złocistą żółć, ciepłe brązy i soczysty pomarańcz. Oplotła nas liśćmi z łańcuckiego parku. Nowa Ona jest wyjątkowa. Przy niej czuję drobinki szczęścia, radości.

Razem z nią pojawił się kilkuletni malec. Mają takie same oczy. Cudne.

Nie jestem za młody. Moje życie będzie piękniejsze. Jestem na tyle dorosły, by być odpowiedzialnym za nią i jego. Jestem szczęśliwy jak nigdy.