Ostatnio znana celebrytka wyznała, że chce mieć cesarskie cięcie na życzenie, bo ma niski próg bólu.

Ja też mam niski próg bólu i nigdy nie wpadłabym na pomysł, by przejść operację tylko dlatego, by go ominąć. Dużo osób zapomina, że po operacji z bólem też ma się do czynienia. Bolą i ciągną cholernie szwy. Po zabiegu dochodzi się do siebie dłużej, niż po porodzie naturalnym.

Cesarskie cięcie wykonuje się, bo są ku temu wskazania medyczne, wtedy zabieg jest planowany. Kobieta może się wówczas do niego psychicznie przygotować. Co innego jeśli cesarkę trzeba wykonać nagle. Jak zagrożone jest życie dziecka lub matki. Wtedy błyskawicznie kobieta jest przewożona na salę operacyjną. W takiej sytuacji nie ma miejsca na żadne przygotowania. Jest tylko wielki strach i panika. Cesarskie cięcie wykonuje się w ostateczności, jak nie ma szans na naturalne powicie dziecka. By uchronić mamę i maluszka przed komplikacjami, powikłaniami.

Moja ciąża rozwijała się prawidłowo, bez żadnych zakłóceń. Wiedziałam, że czeka mnie poród naturalny i mentalnie się do niego przygotowywałam. Wiedziałam, że będzie cholernie bolało i tak było. Ból był przeokropny. Jeszcze mocniejszy, jak zwątpiłam w swoje możliwości i uległam panice, że nie podołam. Bardzo długo czekałam na znieczulenie, ale kiedy je dostałam, było dla mnie wybawieniem. Mogłam odetchnąć i odpocząć. Po godzinie znowu wszystko się zaczęło. Ale akcja porodowa utknęła. Przyszło dwóch lekarzy i razem z położną z niepokojem patrzyli na monitor KTG. Wiedziałam wtedy, że coś jest nie tak. Wyszli i po chwili wrócili informując mnie, że dziecku spada tętno przy każdym skurczu. Nikomu nie życzę takiej nowiny. Zbolała od bólu, drżącą dłonią podpisałam dokumenty na przeprowadzenie operacji. Radość przysłoniła obawa, lęk, groza. Zostałam przebrana w szpitalną koszulę i przewieziona na salę. Dostałam znieczulenie i położona na stół.

Nie spodziewałam się takiego scenariusza wydarzeń. Nie brałam pod uwagę ewentualności, że moje dziecko przyjdzie na świat w ten sposób. Taką możliwość trzeba mieć jednak na uwadze, by zaskoczenie i przerażenie nie było piorunujące. Nie można jej zignorować, olać i wyprzeć ze świadomości. Lepsza jest wiedza niż niewiedza. Ja artykuły o cięciu cesarskim omijałam z premedytacją.

Spędziłam 6 dni w szpitalu. Przez trzy dni czekałam na rozwój tempa akcji. Przebywałam w tym czasie na normalnej sali na oddziale położniczym. Szkoda mi było współtowarzyszek, bo przeze mnie średnio się wysypiały. Trzeciego dnia w końcu podano mi kroplówkę. Trafiłam na salę przedporodową, w końcu na porodową, ale że była godzina południowa skurcze mi się wyciszyły i znowu skierowano mnie na salę przedporodową. Smutne było to, że położne mnie nie słuchały. Tłumaczyłam im, że w południe zawsze tak jest i za dwie godziny wszystko zacznie się od nowa. Me spostrzeżenie nie było godne uwagi. Dostałam obiad, który pochłonęłam, bo już naprawdę byłam głodna i czekałam na obchód. Położna stwierdziła, że skierują mnie znowu na zwykłą salę. Intuicyjnie wiedziałam, że to jest bezsensu. Tak jak przypuszczałam, akcja znowu zaczęła się rozwijać. Trafiłam znowu na salę porodową. A tam po tylu godzinach wszystko dupnęło, stanęło, a małej spadało tętno. Na bloku operacyjnym podano mi znieczulenie. Byłam przerażona, a lekarze niemili. Zabrakło empatii. Zaczęłam płakać, a anestezjolog mnie zganił. Ktoś, kto po raz pierwszy leży na stole operacyjnym, raczej nie będzie się rechotał i turlał ze śmiechu. Zabieg trwał około 30 minut. Ale ja odpływałam po znieczuleniu, nic dziwnego jak nie spałam trzy doby i walnęłam, że mam 150 cm wzrostu. Szczerze mówiąc, nie wiem jaką dawkę znieczulenia mi podano. Końską. Usłyszałam płacz dziecka. Pokazano mi Bulbę i mi ją zabrano. A ja płakałam jak bóbr. Zszywano mi skóry podbrzusza, warstwy mięśni i macicę. Obudziłam się na sali pooperacyjnej ze spierzchniętymi ustami. Ujrzałam Przyszłego opowiadał coś o Bulbie, nie wiem co, bo nic do mnie nie docierało. Jęknęłam, że chce mi się pić. Przyszły zwilżył mi usta, bo po operacji nie można spożywać płynów. Nie wiedziałam, gdzie jest moja córka. Chciało mi się ryczeć, ale nie miałam sił. Próbowałam coś powiedzieć, a Przyszły zaczął się śmiać, że naćpana jestem. Pomyślałam, że mu przywalę i usnęłam.

Obudziłam się o 6 rano. Nie czułam nóg, bo trzymało mnie jeszcze znieczulenie. Dopiero po godzinie mogłam nimi poruszać. Położna położyła mi przy twarzy moją wspaniałą córkę. Poczułam ogromną tkliwość i miłość. Ból szwów niestety nie pozwalał mi utulić ją w ramionach.

Według nowych zaleceń ordynatora, każda pacjentka musiała w szybkim tempie próbować wstawać i chodzić. Ja miałam na to tylko godzinę, bo musiałam się przenieść na inną salę, by zwolnić łóżko. Na sali pooperacyjnej nie mogą przebywać osoby postronne. Przyszły koczował pod salą. Ale zmieniłam lokum i na normalnej sali mogliśmy być już razem we troje.

Bulba

Bulba

Przez cesarkę miałam problem z laktacją. Przez sześć godzin, nim córka trafiła do mnie, jadła mleko z butelki. Obie się stresowałyśmy próbą nakarmienia piersią. Nie byłam w stanie jej utrzymać na rękach. Cały ciężar córki napierał na szwy, a ja myślałam, że umrę z boleści. Stresowałam się, a mała płakała, wypluwała cyca, bo już zdążyła się przyzwyczaić do lekkiego strumienia mleka z butli. Nie miała ochoty się męczyć i wkładać wysiłku w ssanie. Byłam załamana i po powrocie do domu, też nic się nie zmieniło. Odciągałam pokarm, ale było go skandalicznie mało, że i tak musiałam Bulbę dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Poddałam się po dwóch tygodniach. Może i byłam wyrodną matką dla innych, ale bez stresu mogłam wreszcie cieszyć się karmieniem dziecka.

Myślę, że kobieta ma prawo decydować, jak chce karmić dziecko. I trzeba uszanować jej wybór, a nie wpędzać w kompleksy. Młoda mama potrzebuje wsparcia, a nie linczu. Poza tym, to ona wie, co jest najlepsze dla niej i dla jej dziecka.

Po cesarce moje ciało bardzo długo dochodziło do siebie (szwy bolały przez trzy miesiące). Dopiero po półtora roku osiągnęło równowagę. Długo też zbijałam wagę. Po prawie dwóch latach i tak jest daleko do ideału.

Ale największy galimatias sprawiała huśtawka nastrojów. Hormony buzowały, psychika była delikatnej struktury, emocje ciężko było opanować. Doprowadzenie się do stanu harmonii i równowagi zajęły mi kilka tygodni.

Moja córka wynagrodziła te niedogodności. Ich obraz lekko się już rozmywa i odchodzi w niepamięć. Emocje się wyciszyły i ustąpiły miejsca innym, w kolejnym etapie naszego wspólnego życia.

Wszystkim mamom życzę łagodnego, spokojnego porodu i lekkiego powrotu do formy.