Zmieniam i nic na to nie poradzę.

W życiu rządzą się prawa fizyki i chemii. Cząsteczki, które na siebie oddziaływają, siły przyciągania i odpychania, prawo grawitacji, związki analizy i rozpadu. Panuje też prawo dżungli. W bezprawiu, gdzie wygrywa silniejszy, a słaba jednostka ginie.
W życiu kierujemy się też wartościami, zasadami. Czasami przesuwa się granice norm coraz dalej i dalej dla własnego pożytku, uzasadnienia wyborów.
Jeszcze nie czuję się jak Ziembiewicz, bohater powieści Nałkowskiej.  Na razie czuję się jak Don Kichot Cervantesa, który walczył z wiatrakami. Na nic się zdały szlachetne zamiary, bezgraniczna ufność, szczere serce, wzniosłe idee. Trud, cierpliwość, niezachwiana pewność, brawurowa odwaga i tak była skazana na niepowodzenie.
Jeszcze nie płaczę i nie wyrywam włosów z żalu. Może już za dużo łez wylałam i za mało włosów pozostało na głowie? Może wyczerpały się zasoby? A może utworzyła się we mnie szczelina, pęknięcie, której nie można skleić klejem. 
Żal zastąpił bunt, bierność mocne postanowienie, a cierpliwość podarłam w drobny mak. Falę tęsknoty i miłości zastąpiła fala goryczy żółtej i lepkiej. A to ostatnia rzecz, której bym sobie życzyła.
Nie ma już drogi powrotu. Za mną są popalone mosty. Nie mam zamiaru przedzierać się wpław na pozostawiony w tyle brzeg. Kasuję, wywalam, porządkuję. Działam konsekwentnie. Tworzę nowy ład i harmonię. Równowagę między dawaniem, a braniem. 
Nie jestem trzpiotem, odskocznią od życia, gdy jest źle. Traktowanie mnie lekceważąco, od niechcenia, na pół gwizdka, jak wiatr zawieje. To nie ten adres.
Mówię dość!!