Brzydotę krajobrazu maluję farbami wyobraźni. Farby wyobraźni są doskonałe by zatuszować wizualna agonię otoczenia.

Jestem estetą. Kiedy mijam polskie krajobrazy, wyciągam farby wyobraźni i maluję po płótnie rzeczywistości.

Często zamykam oczy, by nie dostrzegać mieszkalnych ruin, reklamowej pstrokacizny, usianej w dziwnych miejscach, bijący po oczach blaski śmieci i absurdalne kształty z neonowym tynkiem. Nie chcę widzieć domów zapraszających do wejścia pomnikami motoryzacji, maszynami rolniczymi, połaciami błota na podwórzu i szopami chylącymi się ku upadku. Kiedy pośród wizualnej agonii otoczenia dostrzegam piękno, zastanawiam się, czy to fatamorgana. Gdybym była zagranicznym turystą, zapamiętałabym, że całą brzydotę, dzięki Bogu, zasłaniają drzewa, liście, trawa lub śnieg.

Wiem, że brak funduszy uniemożliwia wprowadzenie zmian. Ale można się wspomóc czystością, schludnością, potencjałem wyobraźni i łatwymi trikami, które nie drenują kieszeń. Dziwne, że nie potrafimy tych sposobów wykorzystywać. Wówczas rażący brak logiki w zagospodarowaniu przestrzennym, by się zbytnio nie rzucał w oczy. Żyłoby się lepiej. Nie od dziś wiadomo, że to, co nas otacza, ma wpływ na nasze samopoczucie.

Dacie wiarę, że kiedy byłam w Niemczech, tylko raz widziałam zabudowanie gospodarcze z dziurawym dachem, które było całe przesłonięte winoroślą? Nie wspomnę, że przemierzając ten kraj, natknęłam się tylko na jedno graffiti i kilka papierków na ziemi, na dworcu w Mannheim.

malownicze-opfingen

Piękno wsi Opfingen, w Niemczech. Do wejścia do domu zaprasza piękny krzak róży.

Malowniczy mur porośnięty winoroślą. Opfingen, Niemcy.Piękno i malowniczość wsi niemieckiej Opfingen.