W szponach depresji. Fatalizm.

Dopadła mnie depresja, więc zaprzyjaźniłam się z komputerem. Co za przewrotny fatalizm sytuacji.

 

Wirtualność mnie dobija. Wątpię, by ktoś w tym morzu mnie dostrzegł. Po drugiej stronie monitora jest podobnie. Jestem dekoracją, dodatkiem, tłem scenografii zatrudnionym w teatrze na pełen etat. A mało kto, zwraca uwagę na tło. Wystarczy spojrzeć na nękające nas wszędobylskie reklamy, których nie widzimy, choć powinniśmy.

Jest źle. Kiedy to stwierdzam, wcale się nie niepokoję. Wydaje mi się, że nad wszystkim panuję. Nie wiem co gorsze, świadomość, iż tak nie jest, czy ta bezsilność i bezwolność. Nie jestem w stanie zrobić nic, by to zmienić.

Jak ryba złowiona przez wędkarza, łykam powietrze, by resztkami sił utrzymać się przy życiu, nie zdając sobie sprawy, że to w rzeczywistości ostatnie tchnienia.

A jednak.. Chcę być niewidzialna, przezroczysta.. Jak ktoś mnie dostrzega, fatalizm wychodzi.