fatalizm

Dopadła mnie depresja, więc zaprzyjaźniłam się z komputerem. Co za przewrotny fatalizm sytuacji.

 

Wirtualność mnie dobija. Wątpię, by ktoś w tym morzu mnie dostrzegł. Po drugiej stronie monitora jest podobnie. Jestem dekoracją, dodatkiem, tłem scenografii zatrudnionym w teatrze na pełen etat. A mało kto, zwraca uwagę na tło. Wystarczy spojrzeć na nękające nas wszędobylskie reklamy, których nie widzimy, choć powinniśmy.

Jest źle. Kiedy to stwierdzam, wcale się nie niepokoję. Wydaje mi się, że nad wszystkim panuję. Nie wiem co gorsze, świadomość, iż tak nie jest, czy ta bezsilność i bezwolność. Nie jestem w stanie zrobić nic, by to zmienić.

Jak ryba złowiona przez wędkarza, łykam powietrze, by resztkami sił utrzymać się przy życiu, nie zdając sobie sprawy, że to w rzeczywistości ostatnie tchnienia.

A jednak.. Chcę być niewidzialna, przezroczysta.. Jak ktoś mnie dostrzega, fatalizm wychodzi.

 

  • Kiedyś, w trudnych czasach pisałam pamiętniki. żeby zrzucić emocje. Pomagało. 🙂 Teraz zrzucam emocje na bloga. Też pomaga. 🙂 „Wątpię, by ktoś w tym morzu mnie dostrzegł.” A jednak Cię dostrzeżono. Na szczęście. 🙂 I na szczęście ja Cię dostrzegłam.:) Znów wpis bardzo poetycki. No no. 🙂

  • A dostrzeżono, choć się tak ukrywałam 🙂
    Tak. To jest dobre miejsce, by zrzucać emocje. Najlepsze. I najfajniejsze jest to, że można się nimi z kimś podzielić, utożsamiać, odnajdować cząstkę siebie. Dlatego blogowanie jest takie piękne 🙂

    Ja kiedyś bardzo poetycka byłam 🙂 To ten stan zakochania, nieszczęśliwego, tak na mnie wpływał.