Pękło coś we mnie. Nie chcę już tak żyć.

Potrzebuję konkretów, konstruktywności, namacalności. Nie chcę mrzonek, zawiesin, gdybań, złudzeń. Chcę zwyczajnej normalności. To nie są wygórowane oczekiwania. Nawet nie mogę marzyć o normalnej rozmowie. Do tego potrzebne są dwie osoby. A ja siedzę sama jak palec, w połowie urwanego słowa, zdania. Prawda jest jaka jest i inna chcieć nie chce. Nie ma co jej naginać do swoich marzeń.

Najwyższy czas dorosnąć. Najwyższy czas przestawać oszukiwać zastaną rzeczywistość. Najwyższy czas pokierować się rozsądkiem.
Najwyższy czas podjąć decyzję.
Mama ma rację. Z resztek, ochłapów sklejam osamotniony, nieszczęśliwy niebyt. Tylko z mojej strony wypływa więcej. Tylko ja pakowałam walizki kilka razy, by być w Krakowie. Tylko ja potrafię rzucić wszystko i podążyć za głosem serca.
Jestem idiotką. Marzycielką. Tylko zapomniałam o czymś jednym. Ja również umiem stąpać twardo po ziemi.
Me stąpanie zwalnia ciebie z podejmowania decyzji, ponoszenia konsekwencji i odpowiedzialności za uczucia. Jestem na tyle silna i mocna, że przetrzymam ból i żal. Nauczyłeś mnie przecież tego.