Zgrzybiałymi od zimna rękami, staram się odnaleźć w równej czcionce wenę. Gdzieś się zagubiła w meandrach licznych wpisów u innych blogerów. Odwiedzam kilku, bo sobie cenię ich twórców. Kilka przeglądam z czystej ciekawości. Poczytne i znane, okrojone czasem z logicznego i stylistycznego sensu, okraszone licznymi zdjęciami wysokiej jakości, z wizualną estetyką najwyższych lotów.
Trochę się pozmieniało w blogowej sferze. Mój blog jawi się na tle innych jako Kopciuszek. Jawi się bardzo ubogo.

Kiedyś najważniejsza była przede wszystkim treść. No, ale to było kiedyś. Teraz główną rolę odgrywa statystyka, licznik odwiedzin i komentarzy, teksty sponsorowane, płatne recenzje testowanych produktów, bannery w prawej kolumnie, kampanie, promocje i inne.
Miło, jak dzięki swemu pisaniu można zarobić co nie co. Ale odnoszę wrażenie, że większość osób skupiła się tylko na tym aspekcie. I to jest smutne. Trudno jest znaleźć w tej masie wartościowe przemyślenia. Płytka ta większość i nijaka. Im większa recenzja i banner, tym mniejsza autentyczność autora.
Szkoda. Wielka szkoda.