koncert życzeń

„Co się stało?”

Zbija mnie z tropu pytanie. Nie ma uśmiechu na przywitanie. Zmarszczone czoło zerka na kłopot. Kłopotem, którym jestem. Nie takich czułości się spodziewałam.

Czasami myślę, że jestem ubarwionym ptakiem na szaro, gatunkiem na wyginięciu, okazem fascynującym, rzadko na długo.

Pytające brwi oznajmiają westchnięcia. „Ach, ta Kinia..” Westchnięcia są oznaką specjalnej troski bądź odczepnego pozbycia się zmory.

Czuję się zakłopotana traktowaniem na pół serio. Czuję się zakłopotana, gdy nie spełniam wymogów, norm unijnych i wypadam poniżej oczekiwaniom. Jestem zakłopotana, bo nie jestem dość mądra, inteligentna, piękna, bogata.. Jestem zakłopotana, jak we mnie się nie wierzy, powątpiewa. Jestem zakłopotana moimi nieuchwytnymi marzeniami, sercem wierzącym inaczej. Jestem zakłopotana, że jestem czyimś frasunkiem, zmartwieniem, wrzodem na dupie. Jestem zakłopotana, gdyż miało być inne bycie.

Rumienię się na myśl, że jestem wampirem wysysającym nowatorskie pomysły innych, na moje istnienie tu i teraz. Rumienię się, bo karmię się niskokalorycznymi ułudami. Rumienię się, bo nie mogę wyjść ponad formę, której towarzyszy upupianie i utwarzanie. Rumienię się, gdyż nie rozpoznaję siebie.

Jestem zakłopotana faktem, że nie potrafię znaleźć właściwej ścieżki, z której zboczyłam. Rumienię się, bo rozpieprzam wszystko po drodze jak tornado. Spieprzyłam wszystko na własne żądanie.

Czerwona jak burak w ataku epilepsji, siedzę. Siedzę nie lamentując. Siedzę i bez szmeru płaczę.