Nie pojechałam na Pola Mokotowskie. Stronię od znajomych, bo czuję się jak piąte koło u wozu. Stronię od ludzi, bo osaczają mnie swoim hałaśliwym istnieniem. Ciężko jest stronić. Tym bardziej w święta, kiedy można nadrobić zaległości towarzyskie i kiedy można spotkać tłumy w każdym zakątku miasta.

Staram się dopasować do okoliczności i zintegrować się z otoczeniem. Nie mogę przecież odstawać i odróżniać się od ogółu.
Samotność depcze mi po piętach. Paradoksalnie jeszcze bardziej w nią uciekam. Nie chcę zbliżać się do kogokolwiek, bo zawsze pozostaję sama. Nie wierzę, że może być inaczej. Współczucie nad mą osobą staje się drażliwe. Pocieszenie jeszcze bardziej frustruje. A wszelakie słowa nic nie zmienią.
Nic nie ma sensu. Przy życiu utrzymują mnie tylko rachunki do zapłacenia.