Już się cieszyłam, że będzie biało w stolicy, ale śnieg zniknął równie szybko, jak się pojawił. Może to i lepiej. Jeszcze niższa temperatura, oznaczałaby ewentualne zamarznięcie w naszym skromnym, w jednopokojowym mieszkanku. Trzeba zainstalować dodatkowy grzejnik, by w godziwym cieple przeżyć zimę. Oznacza to pozbycie się jednej komody. Już wystawiłam ją na sprzedaż. Musimy wprowadzić nowe rozwiązania w mieszkaniu i swoją przestrzeń ograniczyć dla grzejnika oraz wszędobylskim rzeczom Zośki.

Zdumiałam się, że na Allegro za wystawienie ogłoszenia pobierana jest opłata. Zawsze była naliczana prowizja od sprzedanego przedmiotu. Rozumiem, że większość firm korzysta z tej formy sprzedaży, ale ja jestem zwykłym obywatelem, który chce pozbyć się niepotrzebnych rzeczy. Nie podoba mi się ta nowa polityka. W rezultacie musiałam zapłacić za ubiegły miesiąc 12,95 zł. Muszę przemyśleć, czy to mi się opłaca.

A teraz podsumowanie listopada w poniesionych wydatkach:
– żywność – 907,46 zł, w tym 30 zł zmarnotrawione w koszu na śmieci – stwierdzam ze smutkiem, że poziom utrzymany na tym samym pułapie
– chemia – 137,07 zł – więcej rzeczy nam się wyczerpało
– pampersy latorośli – 137,07 zł – w tym dwa opakowania zakupione z bonifikatą 10 zł i które zużyjemy w tym miesiącu
– chusteczki do pupy – 10,47 zł – też kupione w promocji
– ubrania i buty dla Zosi – 369,86 zł – i tu tyle planowałam wydać, córka rośnie jak na drożdżach, a zimowa odzież nie jest najtańsza. Ale i tak upolowałam na promocji kurteczkę w Reserved, buciki zimowe w Deichmann oraz golfiki w Calzedonia. Na szczęście, w przyszłym miesiącu na odzież tyle już nie wydam i odchodzi już mi obuwie.
– zabawki – 189,24 zł – zaplanowany był tylko zakup rowerka. Reszta została kupiona przez Przyszłego pod wpływem świątecznego nastroju i rozanielonego wzroku córki. Oczywiście rowerek został wcześniej podarowany, a miał być prezentem świątecznym pod choinkę. Musimy głowić się nad kolejnym suwenirem na święta.

Jak widzicie, niełatwo jest upilnować budżet. Aura radosnego oczekiwania na Wigilię sprzyja niekontrolowanym zakupom. Nielekko jest utrzymać budżet w ryzach i powściągać swoje zapędy. Trzeba mieć dużo samozaparcia i być konsekwentnym w działaniu, a z tym bywa już różnie.

Najfajniejszą nowiną jest to, że upłynniłam rzeczy w listopadzie na kwotę 91 zł. Poprawiłam nieco wynik. A już przez dwa dni grudnia udało mi się sprzedać rzeczy na 104 zł. Hurra!!!! Jestem wielka!! I mam apetyt na więcej 🙂
Marzę o dniu, kiedy wszystkie pudła z rzeczami do sprzedania znikną w końcu z przedpokoju. Ale są jeszcze Przyszłego kable, ładowarki, procesory, oprogramowania i inne skarby upchnięte w skrzynkach na strychu. I dochodzę do wniosku, że końca nie widać. Przynajmniej mieszkanie będzie odgruzowane 😉

Trzynastego grudnia wysyłam Przyszłego z misją specjalną na Krakowskie Przedmieście. Wysyłam go z książkami, z którymi chcemy się rozstać, dać im drugie życie, podarować je innym miłośnikom czytania. Przyszły się ucieszył, bo ma zamiar upolować książki o historii, szczególnie z okresu II wojny światowej. A ja mam nadzieję, że nie zapomni o swoich  kobietach 🙂 Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie Kordegardy. Wszystkim ze stolicy, polecam tam się udać.

Nadmienię, że zlikwidowałam konto, za które miesięcznie płaciłam 15,40 zł. Co w skali roku dawało 184,80 zł. Do tego dochodziła jeszcze opłata za kartę i opłata za wydanie kodów jednorazowych. Wybrałam mBank. Nie płacę nic za prowadzenie konta, nic nie zapłaciłam za wydanie karty płatniczej, nie ma minimalnej kwoty wpływu na konto, a do zrealizowania przelewu dostaję SMS z kodem i  najważniejsze, jestem od razu informowana o każdym przelewie dokonanym przez mego Przyszłego. Trzeba mieć go na oku, by czołgi i inne gry nie zrujnowały nasze finanse.

Doszliśmy do porozumienia z Przyszłym i ustaliliśmy limit. Skoro to lubi? Wolałabym, by miał inne hobby, ale cóż.. Pocieszające jest to, że od sześciu tygodni nie wydał ani złotówki na papierosa. Rzucenie nałogu po tylu latach jest jego ogromnym sukcesem. Jestem niezmiernie z niego dumna 🙂 Bardzo się cieszę, że wytrwał w postanowieniu nienoworocznym 🙂 I trzymam kciuki, by ten stan trwał wiecznie.

Przyszłego muszę zmotywować do pracy nad kształtem mojego bloga, szczególnie wizualnym. A najbardziej zachęcić do pomnażania naszego majątku. Cel przed nami sporawy. Im więcej pracy w to włożymy, tym szybciej zabiją kościelne dzwony.