Kiedy planowałam krótki urlop nad morze, nie byłam podekscytowana. Bałam się, że los ponownie z nas zakpi i zamiast leżeć na plaży, będziemy się kisić w opatrzonych, warszawskich ścianach. Nawet w dniu wyjazdu niechętnie pakowałam walizkę. Dopiero robiąc kanapki na czterogodzinną podróż nabrałam pędu. W żyłach zaczęła krążyć szybciej krew i pojawiła się ekscytacja, która rozgromiła towarzyszący mi od tygodnia sceptycyzm. Wyruszyłam w drogę pociągiem, z Bulbą i Przyszłym przy boku, z wózkiem, jedną walizką, torbą z jedzeniem, workiem z akcesoriami dzieciny, plecakiem z sokami i torebką na ramieniu. Rozgościliśmy się w przedziale i mknęliśmy ku Gdyni.

Podróż minęła nam szybko i po raz wtóry utwierdzam się w przekonaniu, że najlepszym środkiem transportu na dłuższe wojaże z Bulbą jest kolej. Zmienia ona nieustannie miejsce do siedzenia, ogląda i komentuje świat za oknem, przechadza się po wagonie i korzysta nagminnie z toalety. Preferujemy wagony bez przedziałów – jest wygodnie i luźno. Plusem podróży koleją jest również zniżka na bilety. Może z czasem przerzucimy się na inny transport. Na chwilę obecną przy ruchliwej, wszędobylskiej Bulbie darujemy sobie podróże autobusem i autem powyżej 80 kilometrów.

20150817_133613

Dojechaliśmy szczęśliwie ku celu podróży. Gdynia powitała nas piękną pogodą, przyjemną temperaturą (o kilka stopni mniejszą niż w upalnej Warszawie), powiewem bryzy morskiej i windą, którą zjechaliśmy z peronu na dworzec. Dworzec wywarł na mnie pozytywne uczucia estetyczne. Jest piękny, czysty i pachnący. Nie bez powodu został oznaczony najwyższą kategorią A w kategoryzacji PKP. W 2008 roku budynek dworca został wpisany do rejestru zabytków. Autorem projektu budynku jest profesor Wacław Tomaszewski, który również zaprojektował Akademię Morską w Gdyni oraz Dom Bawełny. Budynek dworca jest trzecim, który wybudowano. Dzieje dworca sięgają roku 1879 roku. Na początku mieścił się tu tylko drewniany przystanek kolejowy (otwarty 1 stycznia 1894 roku), który rozbudowano dziesięć lat później. Po odzyskaniu w 1918 roku przez Polskę niepodległości, włączeniu w 1920 roku Gdyni do Polski i po uchwaleniu ustawy przez Sejm RP o budowie portu i miasta w 1922 roku, nastąpiło zwiększenie ruchu pasażerskiego. W związku z tym, zbudowano nowy gmach, w latach 1923-1926, według projektu Romualda Millera, w stylu narodowo – dworkowym. Został on zniszczony w czasie II wojny światowej. Ten, który podziwiać możemy dzisiaj, powstał w latach pięćdziesiątych XX wieku. Można delektować się freskami, polichromią i mozaikami autorstwa profesora Juliusza Studnickiego. Jeśli będziecie mieć przyjemność stać w kolejce po bilet na gdyńskim dworcu kolejowym, napawajcie się tymi cudami architektury socrealizmu połączonego z przedwojennym modernizmem.

20150822_161116(0)

20150820_12521920150820_12173820150820_12155020150820_12184020150820_121843Ciekawostką jest to, że w podziemiach dworca mieszczą się dwa schrony przeciwlotnicze. Niestety osobiście ich nie widziałam. Nie wiem, czy można je zwiedzić, ale dobrze by było wiedzieć, w razie czego, gdzie biec.

Na stronie PKP znajdziecie informacje dotyczące funkcjonowania dworca. Od siebie dodam, że w kasie nr 1 zakupicie tylko bilety na SKM, w pozostałych okienkach bilety na przejazdy krajowe i międzynarodowe. Niestety nie ma odrębnego okienka informacji kolejowej. Trzeba się ustawić w długiej kolejce, co nie napawa radością, by zaczerpnąć szczypty informacji. Kto się chyłkiem uda do okienka z zapytaniem, niechaj liczy się z dezaprobatą i pomrukiem pozostałych podróżnych. Nie wiem czemu, ale do kasy nr 8 tworzy się oddzielna kolejka, choć nie powinna.

Na terenie dworca, w sali restauracyjnej, mieści się słynny McDonalds, który reklamuje przybytek subtelnie i mam nadzieję, że w przyszłości będzie się wszędzie tak afiszował. Na sali nie ma toalety. Trochę to dziwi i zaskakuje, ale mniemam, że konserwator zabytków nie chciał dokonać inwazji w tym przecudnym miejscu. Szkoda, że nie mieści się tu galeria sztuki, bo chęć konsumpcji i prędkość wydawania zakupionego jadła, nie sprzyja delektowaniu się dziełami na ścianach.

Autorem zdjęcia jest Travelarz

Autorem zdjęcia jest Travelarz

Autorem zdjęcia jest Ewa Jaros

Autorem zdjęcia jest Travelarz

Autorem zdjęcia jest Travelarz

Co do toalety. Mieści się ona na poziomie -1. Można do niej się dostać windą lub schodami. Pokój rodzinny, zaopatrzony w przewijak, mieści się w toalecie damskiej. Niestety nie ma w nim sedesu. Jeśli dziecko jest już odpieluchowane, trzeba odczekać swoje w kolejce. Na szczęście mnie i Bulbę przepuszczono, i to dwukrotnie.

Na tym samym poziomie jest również przechowalnia bagażu. Jedynym jej minusem jest za mała ilość schowków. O godzinie dwunastej chcieliśmy zostawić walizkę, ale wszystkie schowki były zajęte, oprócz jednego. Okazało się, że był zepsuty, ale nie przeszkodziło to jemu zeżreć nasze 8 zł. Zatem bacznie przyglądajcie się schowkom. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, puste ściany obok zostaną zapełnione o kolejne. Chętnych zostawić bagaż jest naprawdę sporo.

Musieliśmy dotrzeć na pole kempingowe. Kupiliśmy bilety jednorazowe po 3 zł i wsiedliśmy w autobus 152, który nas zawiózł na Oksywie. Wysiedliśmy na pętli, przeszliśmy 400 metrów i byliśmy już na miejscu. Przywitał nas gospodarz i widok Zatoki Gdańskiej, a w oddali migotał przyjaźnie Hel. Zadomowiliśmy się w trzyosobowym kempingu, zachwycając się i unosząc ze szczęścia, że mamy pod samym nosem morze. Miałam nie robić reklamy temu miejscu. Boję się, że w przyszłym roku nie załapiemy się na wolne terminy. Ale miejsce jest warte polecenia. Do plaży jest 200 metrów. W czasie naszego pobytu korzystaliśmy z innej, gdyż na tej trwają prace nad budową falochronu. My przetestujemy i zwiedzimy ją w przyszłym roku.

DSC_0009

DSC_0011DSC_041420150818_10245520150818_10552020150818_105623Widok cudowny na morze, migocąca wieczorami latarnia morska na Helu, skrzeczące rano mewy, świeże powietrze, pobliski las, mili właściciele – to atuty tego miejsca. Kempingi są czyste, wygodne. Do dyspozycji są dwie kuchnie, prysznice (w tym jeden z myślą o dogodnym wykąpaniu dziecka), toalety, stoły, krzesła i ławy, by na świeżym powietrzu zjeść posiłek, leżaki, trampolina do skakania, zabawki dla dzieci, grill, można też pożyczyć rowery od gospodarzy. W kuchni można za jednorazową opłatą, w wysokości 5 zł, korzystać z jej zasobów: talerzy, sztućców, kubków, garnków, patelni. Można na spokojnie upichcić sobie posiłki, przygotować jedzenie, kawę, czy poczęstować się mąką lub olejem, by usmażyć ryby. W łazience możemy sobie też przeprać rzeczy w misce (suszy się je na sznurkach na dworze), czy przeprasować żelazkiem ubrania. Właściciele kempingu są bardzo pomocni i życzliwi. A wisienką na torcie jest to, że gospodarz jest rybakiem i można od niego kupić świeżo złowione ryby: flądrę – filet 10 zł /kg; dorsza – filet 24 zł/kg.

Każdy przybyły gość dostaje od gospodarzy mapę Gdyni z przydatnymi informacjami i miejscami wartymi do zwiedzenia. To bardzo miły gest. Akurat swoją własną zapomniałam wziąć z domu.

A najmilsza jest cena za pobyt. Cennik wygląda następująco: jedna doba – 35 zł/osoba, dwie doby i każda kolejna – 30 zł/osoba, dziecko od 3 lat do 10 lat – 20 zł/doba, dziecko powyżej 10 lat – 30 zł/doba. W cenę wliczony jest komplet pościeli. Można na terenie kempingu rozbić też namiot. Koszt za dobę to 20 zł/osoba. Doba noclegowa zaczyna się o godzinie 14.00, a kończy o godzinie 11.00 dnia następnego. Ale bez problemu można przybyć wcześniej, zostawić rzeczy i cieszyć się morzem, leżąc już na plaży, miło spędzając chwile, do czasu, aż kemping zostanie przyszykowany na nasze wejście.

My za cały pobyt (pięć dób) wydaliśmy 305 zł. Szczerze polecam gościnę U Wnuka.

20150817_194657

DSC_0389Pierwszym miejscem, które zwiedziliśmy w Gdyni była Gdynia Infobox – Obserwatorium Zmian. To miejsce tworzące przestrzeń publiczną zachęcającą do spotkań. Odbywają się tutaj wystawy, koncerty, szkolenia, można wypocząć na leżakach, ławeczkach, skorzystać z usług kawiarni, restauracji. Oryginalny architektonicznie budynek zaprasza również na 22-metrową wieżę widokową, z której rozpościera się widok na Skwer Kościuszki, Molo Południowe i Zatokę Gdańską. Tutaj obejrzycie makietę miasta, na której zaznaczono wybudowane budynki, w trakcie realizacji projekty, jak i nowe, planowane inwestycje w mieście. Na wieżę można dostać się również windą. Nie pomijajcie żadnego piętra. Ja teraz pisząc ten tekst, zorientowałam się, że byliśmy tylko na tarasie widokowym. Wstęp jest bezpłatny.

20150818_145915

20150818_15010220150818_150547DSC_0042Kolejnym miejscem, które zwiedziliśmy był okręt ORP Błyskawica. To niszczyciel typu Grom zbudowany w Wielkiej Brytanii dla polskiej Marynarki Wojennej. Jego budowę rozpoczęto 1 października 1935 roku, wodowano go rok później, a wszedł do służby 25 listopada 1937 roku. Uczestniczył w działaniach II wojny światowej, przetrwał ją, w przeciwieństwie do drugiego niszczyciela ORP Grom, który został zatopiony w 1940 roku pod Narvikiem przez niemieckie lotnictwo. ORP Błyskawica został przejęty przez marynarkę wojenną Wielkiej Brytanii (Royal Navy) w 1946 roku, a wrócił pod polską banderę w 1947 roku. Po remoncie i przezbrojeniu pełnił funkcję okrętu flagowego oraz służył do szkolenia kadry polskiej floty. W sierpniu 1967 roku podczas ćwiczeń zespołowych Dywizjonu Niszczycieli, w kotłowni numer 2 doszło do wypadku, w którym zginęło siedmiu marynarzy. Remont uszkodzonego niszczyciela był nieopłacalny. Okręt przeklasyfikowano na stacjonarny okręt obrony przeciwlotniczej i stacjonował od 1969 roku w Świnoujściu. W 1975 roku został skreślony z listy floty polskiej. Został przebudowany i od 1 maja 1976 roku pełni funkcję jako okręt muzeum. Jest jednym z  działów Marynarki Wojennej w Gdyni. ORP Błyskawica jest najstarszym zachowanym niszczycielem na świecie.

DSC_0065

20150818_171938Bilety do niszczyciela można zakupić w kasie mieszczącej się przed okrętem. Na stronie muzeum możecie znaleźć przydatne informacje. My skorzystaliśmy z biletu uprawniającego do wejścia na okręt i Muzeum Marynarki Wojennej.

Jeśli wybieracie się na niszczyciela, a będziecie mieć z sobą wózek, musicie go zostawić przed trapem. Nie można go zabrać ze sobą na pokład. Miło byłam zaskoczona, że go nam nie ukradli. Na okręcie trzeba uważać na dzieci. Burta z lin, oszałamiająca wysokość (11,3 m) i w naszym przypadku Bulba radośnie wyrywająca się do łabędzi, przyprawiały mnie o wizje katastroficzne. W kotłowni niszczyciela są też strome schody, więc miejcie wzmożoną uwagę na swe latorośle.

Jak myślicie, kto był najszczęśliwszym człowiekiem na okręcie? Przyszły był w raju. Ja natomiast okazywałam umiarkowany zachwyt.

20150819_114954

Obok niszczyciela zakotwiczony jest Dar Pomorza, będący oddziałem Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Nie znam nikogo, kto by nie kojarzył tej fregaty. Jest to trzymasztowy żaglowiec szkolny, zakupiony z datków społecznych przez Pomorski Komitet Floty Narodowej dla Szkoły Morskiej w Gdyni (1929 rok). Żaglowiec robi piorunujące wrażenie. Tym razem to ja byłam w raju, a Przyszły okazywał umiarkowany zachwyt. O historii żaglowca możecie poczytać tutaj tutaj. Ja dodam tylko, że muzeum zostało otwarte 27 maja 1983 roku. Miałam wtedy prawie trzy lata.

20150818_172341

DSC_0244

Tutaj na pokład również nie taszczyliśmy wózka Bulby. Zostawiliśmy go przed trapem, zachęceni tym, że nie został skradziony przy niszczycielu. Ogromne wrażenie wywarł na mnie maszt, zdziwienie stalowe stoliki i ławy do spożywania posiłków (nie można na nich siadać), a euforię drewniane elementy żaglowca i wyposażenie kajut. Schody na żaglowcu są bardzo strome, jeszcze bardziej strome niż na ORP Błyskawica. Można się zabić schodząc lub wchodząc po nich. Bądźcie czujni, zwinni i umięśnieni, by z dzieckiem przyklejonym do siebie wejść lub zejść. A ja wciąż dumam, jak ludzie chodzili po nich w czasie sztormu. To nie lada wyczyn.

Dalej zwiedzaliśmy Molo Południowe. Ma długość 626,45 m i zostało zbudowane w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Od tego czasu sztuczny półwysep trzyma fason.

20150818_173646

20150818_17381620150818_174127Przy Nabrzeżu Pomorskim, na końcu mola, znajduje się Aleja Statków Pasażerskich odwiedzających Gdynię. Aleja istnieje od 1 lipca 2001 roku i jest jedyną tego typu aleją w naszym kraju.

20150818_173639

Po prawej stronie stoi stalowy, 25 – metrowy pomnik „Trzy Maszty” (projektu Wawrzyńca Sampa, 1980 rok) i granitowy pomnik (autorstwa Zdzisława Kosedy i Wawrzyńca Sampa, 1976 rok) poświęcony jednemu z najwybitniejszych marynistów – Józefowi Konradowi Korzeniowskiemu, znanego bardziej jako Joseph Conrad. Kto czytał w młodości „Lorda Jima”?

20150818_173524

20150818_17455320150818_174636W tle po lewej stronie widać Akwarium Gdyńskie. My jego zwiedzanie zostawiliśmy na przyszły rok.

Potem odwiedziliśmy „Marzyciela”, nazywanego też „Dyrygentem fal”. Jest to dwumetrowa rzeźba (odlew z brązu), przedstawiająca chłopca z batutą w dłoni (2009 rok). Jej autorem jest Adam Dawczak-Dębicki. Rzeźba jest osadzona na dalbie (betonowym podeście służącym kiedyś do kalibrowania statków). Batuta umocowana jest na specjalnym pływaku, to sprawia, że porusza się w rytmie morskich fal. Rzeźba znajduje się na tyłach budynku Akwarium Gdyńskiego, w pobliżu przystani jachtowej, ale odległość 40 metrów od lądu, uniemożliwia delektować się jego pięknem i detalami.

20150818_175001

Autor zdjęcia Sebastian Elijasz

Autor zdjęcia Sebastian Elijasz

Kolejnym miejscem, które zwiedziliśmy była Marina Gdynia. Przystań jachtowa robi ogromne wrażenie. Mazurskie przy niej wypadają teraz blado.

20150819_130335

20150819_13034820150819_130359Potem swoje kroki skierowaliśmy ku skwerze Kościuszki. Bulba po drodze nacieszyła się fontanną i malutkim placem zabaw. Na skwerze jest Płyta Marynarza Polskiego, ale my ją przeoczyliśmy, nie wiem jakim cudem.

20150819_111419

20150819_11143320150819_11150120150819_11160320150819_112200Zwiedziliśmy też Muzeum Marynarki Wojennej. Budynek jest przecudny, przestronny, klimatyzowany, wyposażony w windę. W czasie zwiedzania Bulba nam zasnęła i mogliśmy w spokoju oglądać wystawę. A jest co podziwiać. To muzeum warto zobaczyć, nawet jeśli jego zasoby średnio pokrywają się z naszymi zainteresowaniami, bo na pewno znajdziecie coś, co was urzecze. Ja wyszłam z niego zachwycona.

20150819_130928

20150819_131323DSC_028020150819_13205120150819_132921Wrażenie robi też Ekspozycja Plenerowa Broni i Uzbrojenia Morskiego. Przyszły wyglądał jakby wygrał w totka.

20150819_133959

20150819_13405620150819_13523220150819_13472720150819_134940DSC_0309DSC_0317Stąd można wyjść bezpośrednio na plażę miejską lub pójść na Bulwar Nadmorski, ale z wózkiem, to się nie uda. To delikatny mankament w tym miejscu, ale dla nas nie było problemem, by wejść z powrotem do muzeum i zjechać windą, by z niego wyjść.

20150819_134130

20150819_135807Jak widzicie sporo zwiedziliśmy, a to jeszcze nie koniec. Gdynia oferuje wiele atrakcji. Resztę znajdziecie w kolejnym wpisie o dramatycznym tytule „skradziono moje serce”.