O dziadkach słów kilka. Więź wnuków z dziadkami.

Wspominam moje dziecięce lata, pozbawione pełni beztroskiego życia. Przeważało w nim wiele czarnych barw. A jednak jakimś cudem wdarły się do pamięci barwy z palety tęczy. Intensywne i pastelowe kolory. Może moja psychika potrzebowała ich, by przeżyć i przetrwać. By nadać swojemu życiu sens i przetrzymać burze wzniecane przez ojca.

W tej pamięci jest łąka nad orzyskim kanałem, skąpana popołudniowymi promieniami słońca, tuląca w swych wysokich trawach chabry, komonicę, rumianek, maki, fiołki, niezapominajki, nagietki.. Soczyste mirabelki w ogrodzie z nieskoszoną trawą, za domem. Łany zboża pokładające się od ciężaru dojrzałych kłosów, mijane autobusem w drodze do cioci. Szumiący, ociekający soczystą zielenią las, okalający niebieską taflę mazurskiego jeziora i czerwień zachodu słońca, chowająca się za widnokręgiem.

Wspominam dziadków. Jadwigę, chowającą swe kobiece kształty pod fartuchem, z siwymi, falującymi włosami, siedzącą przy stole kuchennym, dobiegającą do kuchni, by z garnka wypełnionego olejem, wyłowić pączki z dżemem. Strzepującą okruchy ze stołu, by w spokoju oczekiwać dnia swojej śmierci.

Eugeniusza uśmiechniętego, łagodnego, który z parnika wybierał ugotowane ziemniaki i obdzielał nimi wnuczęta, które z niecierpliwością oczekiwały momentu, by je zjeść ze smakiem.

Władysławę, która humorystycznie opowiadała wizytę u fryzjerki, a po łyku wina miała intensywne rumieńce na policzkach. Wręczającą czekoladę, w nagrodę za dobre cenzurki na koniec roku, dla trojga nastoletnich wnuków.

Antoniego trzymającego ręką schorowane serce, okraszającego wieczorne pogaduchy opowieściami o duchach. Zbierającego drobniaki dla swojej ukochanej wnuczki.

Wspominam.

Choć pamięć bywa wybiórcza, to we wszystkich wspomnieniach bije brak bliskiej więzi z dziadkami. Bliskości, która rozlewa się po całej duszy małego człowieka. W każdym domu tę bliskość gwarantował mi kaflowy piec. To on wypełniał braki w zażyłości między nami i dawał złudne poczucie wspólnoty, zaciśniętych więzi. To jego ciepło dodawało mi otuchy. Grzałam się w jego życzliwości, by stworzyć namiastkę zażyłości. Przekraczając próg domu dziadków, jednych i drugich, czułam, że jestem niewygodnym gościem. Gościem, którego trzeba było przyjąć, bo tak wypada. Gościem tak naprawdę nieproszonym, bo zwiastował sygnalizację problemów i górę kłopotów. A ja ich uparcie odwiedzałam, bo szukałam oparcia w bliskich i znanych mi twarzach. Wierzyłam święcie, że łączące więzy krwi, tworzą nierozerwalne ogniwo pomiędzy pokoleniami, które mogą zawsze na siebie liczyć. Myliłam się. Podobne DNA nie oznacza spoiwa w rodzinie.

Nigdy nie byłam najukochańszą wnuczką. Żadne z dziadków nie wypatrywało mnie z utęsknieniem i wielkim oczekiwaniem w oknie. Żadne ze mnie nie było dumne, nie pochwaliło, nie powiedziało, że mnie kocha, ani nie wsparło nawet dobrym słowem. Instytucja dziadków była dla mnie kolejnym rozczarowaniem, które poszerzyło portfolio, pękającego w szwach zawodu i żalu. Nauczyłam się funkcjonować bez tej ważnej składowej życia. Może dlatego lubię rozmawiać ze starszymi, obcymi ludźmi. Szukam w nich pierwiastka utraconej części mojego życia.

Bardzo chciałam, żeby moje dziecko miało wspaniałe relacje z dziadkami. By nie miało poczucia, że w jego życiu zabrakło tej cudownej więzi. Chciałam, żeby miało to, czego ja nie miałam. Ale życie pisze własne scenariusze, nie patrząc na nasze pragnienia. Nie przypuszczałam, że moja mama zamieszka w granicach innego kraju. Nie przypuszczałam, że sprawa z przeszłości zaszkodzi naszym relacjom i przełoży się na brak kontaktu z wnuczką. Z kolei drudzy dziadkowie skupiają się na rozpieszczaniu materialnymi gadżetami, nie dostrzegając, że najważniejsze co mogą ofiarować, to swój czas. A czas szybko płynie i później będzie go ciężko nadrobić z nastoletnim dzieckiem.

Czy moje dziecko będzie mieć piękne wspomnienia? Będzie się rzucać na szyję dziadka z miłości? Będzie piec wspólnie ciasteczka z babcią? Zwierzać się ze swoich kłopotów i trosk? Czy kiedykolwiek pójdzie na spacer, ściskając rękę babci lub dziadka? Poświęcona uwaga, zainteresowanie i czas może zbudować prawdziwą zażyłość między nimi. Nie pieniądze, kolejna zabawka, rzucone w przelocie kilka słów.

Na chwilę obecną przegrywam z animozją, brakiem czasu i chęcią odpoczynku w swoim towarzystwie. Moje starania (obecnie okrojone), pragnienia, to za mało.

Czy kiedykolwiek to się zmieni? Zaczynam w to powątpiewać.