Stałam z walizą na przystanku ZTM gotowa do podróży w strony rodzinne, jak zstąpił na mnie Duch Święty. I mnie objawiło.

Dokąd dziecko zmierzasz?
Do domu.
A po co?
Załatwić sprawy, pójść na sanki i zjechać z big górki, ubrać się w kombinezon narciarski i wybrać się nad jezioro, napić się grzańca z przyjaciółką.. A o co chodzi właściwie? Jestem zajęta, nie widzisz? Śpieszę się! Jeszcze się spóźnię i co?
Moja droga! Pocałujesz klamkę.
Jaką klamkę? Bredzisz?
Moja droga. Masz wszystko oprócz jednego. Klucza do domu. Pocałujesz klamkę, jak nic.
Po objawieniu, wróciłam się z walizą do mieszkania. Ma podróż była nad wyraz długa.
Czasami lubię sobie chodzić na spacery z ciężką walizą, w okolicach mego bloku.