odreagowanie

Siedzę rozczochrana w wymiętym dresie, z resztkami jajka na twardo w przestrzeni międzyzębowej, z śladami snu na twarzy. Tak oto wygląda mój dzień wolny. Odsypiam, wstaję późno, późno jem, późno się myję, późno gotuję i tak dalej.. Nie przejmuję się, że wszystko rozwlecze się w czasie. Mam wolne!

A teraz zarzuciłam nogi na stół, w stylu iście amerykańskim i patrzę na świat przez okno, waląc od niechcenia, zapamiętale w klawiaturę. Moje jestestwo z zadumą toczy wojnę, czy iść, czy nie iść do sklepu po zakupy, gdyż wielkie żem uczyniła pustki w lodówce mojej, oj moje jedzonko, tym zniknięciem swoim, płacze po nim me łakome brzuszysko! I tak oto wyklarował się dramat, gdyż za oknem wicher, zimno i deszcz, krótko ujmując plugawa pogoda. Ale!! Cały garnek fasolki po bretońsku, przyrządzony oto tymi małymi rączkami, uchroni mą skromną osobę od niechybnej śmierci głodowej. Najwyżej zaczadzę lekko atmosferę, ale od czego jest Air Wick i perfumy Kenzo.

Jako że jeden dramat został pomyślnie rozwiązany, nasunął się zdradziecko następny. Wypadałoby posprzątać. Lecz moja błyskotliwa inteligencja, oddzieliła bajzel współlokatorek od mego burdello i stwierdziła, że bywało gorzej i że przez jeden dzień z lekkim bałaganem w oczach przeżyję. W kuchni jest porządek i sobie odpuszczam całą resztę.

Mam wolne!! Idę zrobić sobie kawkę. Poczuję się tak, jakby to była niedziela i będę dzień wolny święcić, oczywiście inaczej, nienormalnie, ale co w stolicy bywa normalne, raczej nic. A że anormalność przewlekła staje się normą, lecę do kuchni po coffee.

Miłego, wolnego dnia życzy wszystkim wolna Kinia!