Każdy początek może zwiastować koniec. Każdy koniec może być początkiem czegoś nowego. Takie wybitne, filozoficzne masło maślane.

Chce mi się nie płakać, tylko wyć do księżyca. Lecz siedzę, jak posąg ze stoickim spokojem i tłamszę emocje w sobie. Może obojętność całkowicie mnie już znieczula? A może tak mi się tylko zdaje? Nie chcę z siebie robić już idiotki, pajaca, kukły, którą można wywijać, jak laleczką w teatrzyku dla dzieci. Dobrze by było na trwałe wykasować szerokie postrzeganie ludzi, ich motywacji, zachowań. Dobrze by było mieć klapki na oczach, jak koń, który widzi tylko to, co jest przed nim. Kłusem biegnie do celu nie rozdrabiając się na drobne, dostrzegając jedynie swój pępek świata.

Cholera! Szkoda, że nie jestem koniem! Zarżałabym i zostawiła po sobie dorodne kupsko, z nadzieją, że ktoś wdepnie w użyźniający nawóz. A ja hasałabym po łąkach, wywijając ogonem, mając wszystko gdzieś w dorodnym zadzie.

Każdy ma swoją prawdę, swoja rację, swoje motywy. Kreujemy siebie na świętych, mimo że do anielskiej aureoli daleka przed nami droga. Gloryfikacja siebie, poematy na swoją cześć i chwałę, reperują nadwątlony wizerunek. Retuszują nasze słabości, ułomności i skazy. Zakrywają rogi wystające znad czupryny.

Nie jestem święta. Ani ty. Trudno jest się przyznać, iż jest się wybrakowanym ideałem z dużym defektem. Przyznać się do naszych niecnych czynów, wykroczeń, przekrętów, sprzedanej duszy, krętactw sumienia. Jest jeszcze gorzej, jak temu przyświeca zacna idea i dobro w naszym li jedynie mniemaniu. Myśleliśmy, że jesteśmy czyści jak łza. A tu zonk. Nie jesteśmy.

Na życiorysie każdego z nas widnieje paskudna rysa. Człowiek z natury jest paskudą. Z natury ma dobre chęci, by nią nie być i wówczas chachmęci, kombinuje, by się wybielić, oczyścić ze stawianych zarzutów i trawionych wyrzutów.

Mocno nie bolało. Nacisnęłam delete i wszystko zniknęło. Kozaczę, że nie boli i zagłuszam tezę, że po działaniu narkozy będzie odwrotnie.

Co będzie dalej po znieczuleniu ogólnym? Jaki ze mnie będzie chojrak, jak dotrze do mnie w całej swej wyrazistości, to co jest?
Wymawiam słowa mantry: Dasz radę. Jesteś wielka. Dasz radę. Jesteś wielka.

Nieszczęścia chodzą trójkami. Co na dokładkę sprezentuje mi los?