Nie mam nic do akcji, które są nośne i naćkane wzniosłymi frazesami. Naprawdę. Teatralnie napuszone do granic możliwości, nie przeszkadzają mi, dopóki nie odkryję przedsięwzięcia skrojonego z dupy. Kiedy zastanawiam się, co autor miał na myśli i kluczę po meandrach jego niejasnych myśli. Gdzie sens przekazu zostaje zdewaluowane przez pomylenie pojęć. Gdzie słowa twórcy dzieła, stawiane w kontekście autorytetu, są nieprzemyślanym rozpoznaniem i ugryzieniem tematu. Nie zawsze reaguję na mierną fuszerkę. Szkoda mi zdrowia i nie mam ochoty na prostowanie czyichś elaboratów. Jednak, gdy temat dotyczy pośrednio moich doświadczeń życiowych, to muszę zabrać głos w sprawie. Tym bardziej jak dotyczy to przemocy, gdzie większość ludzi wypowiada się na jej temat ochoczo, nie mając zielonego pojęcia o czym mówi.

Inicjatywa „Ania i Antek czują to samo” ma na celu.. No właśnie jaki cel? Im częściej czytam opis akcji, to coraz mniej rozumiem, co autor ma na myśli. Nie wiem, czy to jest obrona chłopców przed przemocą, czy wyrażenie sprzeciwu przeciwko wychowywaniu chłopców w duchu silnego mężczyzny, który bez jednej łzy przejdzie swój żywot i wszystkie emocje będzie tłumił w sobie. Czy jednak zauważanie faktu, że dorośli mężczyźni również bywają ofiarami przemocy, a utrwalił się stereotyp skrótu myślowego w świadomości ludzi, że tylko przemoc dotyczy kobiet. Czy walka z tym, że nastoletni chłopcy mają ograniczony dostęp do instytucji, które oferują pomoc ofiarom przemocy. Wiem tylko, że to jest walka o coś, czego nie jestem w stanie zdefiniować. Walka okraszona patetycznymi sloganami jak hasła wyborcze .

O ile małe dzieci traktuje się pod tym względem podobnie, to z wiekiem te różnice się pogłębiają. Nastolatka częściej i łatwiej otrzyma pomoc, będąc ofiarą przemocy lub mając jakiekolwiek inne problemy. Chłopcom o taką pomoc jest ciężej, bo zostają wtedy uznani za słabych, albo uważa się, że nie potrzebują takiego wsparcia, bo z natury są silniejsi, bardziej wytrzymali. Źródło.

Głupszej teorii w życiu nie słyszałam. Czy kiedykolwiek słyszeliście, by organizacje powołane do tego, by pomagać dzieciom – ofiarom przemocy, kiedykolwiek odmówiły wsparcia ze względu na płeć? Jakiemuś nastoletniemu chłopcu? Bo ja nie. Każda taka instytucja pomaga wszystkim osobom, które się do niej zgłoszą. Nie słyszałam i nie spotkałam się nigdy z czymś takim, by chłopca, tylko z tego powodu, że jest chłopcem, odprawiono z kwitkiem, stwierdziwszy, że jest silny, sobie poradzi i żadnego wsparcia nie potrzebuje.

Nastolatek nie otrzymuje żadnej pomocy tylko wtedy, gdy nie zgłosi nigdzie takiej potrzeby lub w sytuacji, gdy po zasygnalizowaniu swoich problemów odmówi jej przyjęcia. Odmawia, przypuśćmy siedemnastoletnie pacholę, odbycia rozmowy z psychologiem lub udziału w zajęciach terapeutycznych, trwające w swoim uporze, że nie będzie przechodziło przez drzwi z napisem Poradnia ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie.

To nie prawda, że chłopiec nie może być ofiarą przemocy i że nie wolno mu płakać. Chłopiec i dziewczynka, na równi mogą odczuwać i okazywać emocje, mogą być ofiarami przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej. Źródło.

A ja powiem wam coś bardziej odkrywczego, że przemoc może dotknąć każdego bez względu na kolor skóry, pochodzenie, wyznawaną religię, status materialny. Dotyka zarówno dzieci, kobiety, mężczyzn, osoby starsze, chore, a nawet niepełnosprawne. Wow! Nie wiedzieliście? To już wiecie.

A teraz wam ujawnię kolejną nowinę. Zarówno u chłopca i dziewczynki podobnie płyną łzy po policzkach. Podobnie zanoszą się szlochem i podobnie im lecą smarki z nosa. Podobne mają poczucie winy i doznanie krzywdy. Podobnie są wściekłe, smutne, rozżalone i nieszczęśliwe. Mają podobną nadzieję, że ich oprawca się zmieni. Podobnie są osamotnieni w swojej walce o normalność. Podobnie mają zdeptaną godność i radość z życia. Podobnie sygnalizują, że w ich życiu dzieje się coś złego.

I zdradzę jeszcze wam kolejną rzecz. Kat na równi traktuje swoje ofiary. Nie pomniejsza swojej tyranii z powodu płci. Nie traktuje ulgowo nikogo. Mniejsze zniewagi ponosi tylko jego stronnik, który nie potrafi przyznać się do tego, że działania kata są złe. Który nie wyraża swojego sprzeciwu ze strachu, bo stawiając opór wobec stosowanej przemocy i jego autora, naraża się na wzmożoną jej surowość. I ta osoba zazwyczaj w późniejszym życiu dostaje rykoszetem po głowie, ze zdwojoną siłą.

Istnieją setki organizacji, które pomagają kobietom i dziewczynom, gdy stają się one ofiarami przemocy. Napisano na ten temat tysiące artykułów i przeprowadzono niezliczoną ilość akcji. A co z chłopcami, którzy padli ofiarą przemocy? Czemu świat o nich zapomina, bagatelizuje ten problem i milczy? Czy chłopcu pomoc w takiej sytuacji nie należy się tak samo jak dziewczynce? Źródło.

Kolejny absurd. Naprawdę świat milczy i nie wspomina o maltretowanych chłopcach? Wystarczy wpisać frazę w Google i mamy w trzy sekundy materiały przeczące tej tezie:

Nadal macie poczucie, że nikt nie mówi o chłopcach, wobec których była stosowana przemoc? Nie rozumiem osób, które doszukują się zła tam, gdzie go nie ma i swoimi histerycznymi wywodami sieją niepotrzebny ferment.

Ale o tym się nie mówi. Może nie wiadomo jak, a może większość nie widzi w tym sensu. Źródło.

Mówią i to dużo. A ja wam powiem, o czym za mało się mówi. Nie trąbią na prawo i lewo o fakcie, że ofiary przemocy, jak poszukują wsparcia i zrozumienia, natrafiają nagminnie na niewłaściwe osoby, które ich problemy mają w dupie. Natrafiają na panią z opieki, która uważa, że opowiadasz historię science fiction. Policjanta, którego nie interesuje, że ojciec głodzi rodzinę i leje brata kablem od prodiża. Babcię, która nie chce pomóc, bo chce w spokoju żyć i w spokoju oczekiwać dnia swojej śmierci. Wujka, który twierdzi, że nie ma problemu i ma się urojenia. Nauczycielkę, którą nie ma ochoty zagłębiać się w nastoletnie problemy. Prokuratora, który nie widzi powodu, by wszcząć śledztwo. Znajomych, którzy nie chcą zeznawać na sprawie w sądzie. Ludzi, którzy uważają, że to ofiara jest niezrównoważona psychicznie, bo ten jej partner, ojciec, matka, etc., taki miły i odpowiada uśmiechem na powitanie. Natrafiają na mur obojętności i niezrozumienia.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której ofiarą przemocy fizycznej jest piętnastoletnia dziewczyna, i tę, kiedy ofiarą jest jej rówieśnik. (…) W końcu oboje się przełamują i postanawiają o tym komuś powiedzieć. Przychodzą z tym do Ciebie. Jak zareagujesz? Czy będzie to taka sama reakcja w obu przypadkach? Źródło.

W obu przypadkach, bez względu na płeć jest jednakowa reakcja: niedowierzanie, niechęć, brak zrozumienia, chłód, oschłość rezerwa. Na inne reakcję można liczyć w przypadku, kiedy się odbierze życie sobie, komuś lub zaprosi do domu dziennikarza z TVN-u.

Wiecie dlaczego ofiary przemocy milczą? Bo nie wierzy im rodzina i służby do tego powołane. Bo dziesiąta osoba reaguje na ich historię sceptycznie i z powątpiewaniem. I wtedy dochodzą do wniosku, że nie ma sensu szukać we wszechświecie przyjaznej osoby, jeśli kolejna zawodzi. Ale to nie oznacza, że nie próbują, że nie zgłaszają nikomu swoich problemów. Z czasem robią to po prostu rzadziej. I to jest przykre. Bardzo. Bo widzi się w całej doskonałości paradoks sytuacji, w której się znalazło. Że środki przeciwdziałania przemocy są totalną lipą, zbudowaną na zawodnych przepisach prawa i osobach, które nie powinny pracować w miejscach, gdzie tę pomoc się oferuje. Że na placu boju jest się samemu.

To dotkliwy cios, którego się doświadcza w drodze ku sprawiedliwości i wolności. Szczególnie dla młodego człowieka. Po fazie skrywania tajemnicy w sobie, w czterech ścianach, przełamania bariery wstydu, jedyne co się uzyskuje, to wiedzę, że mówienie o terrorze nie przynosi żadnego efektu. Człowiek nadal tkwi w gównie. I ten etap braku oporów, by mówić głośno o przemocy i szukania pomocy, zostaje zaprzepaszczony. A duch walki, by zmienić swoje życie, mocno osłabiony.

Czy naprawdę płeć i wychowanie definiuje niemożliwość zgłaszania swoich trosk osobom dorosłym? Nie! Rozmawiałam z dwoma dorosłymi mężczyznami, których przemoc dotknęła. Obydwoje stwierdzili, że nie mieli problemu, by wyrażać swoje uczucia i emocje. By zgłaszać swoje problemy dorosłym i szukać pomocy. A ich płeć i stereotypy pielęgnowane, jak widać po dzień dzisiejszy, nie ograniczały, by opowiedzieć komuś swoją historię, by wyegzekwować prawo do godnego życia.

Słusznie zauważył jeden z nich, że:

Nie ważne, czy jest się chłopakiem czy dziewczyną. Każdy z nas jest człowiekiem i w podobny sposób reaguje na pewne czynniki.

I to jest smutne, że tak prostą refleksję, musi wam przedstawiać osoba, która przez wiele lat brała udział w terrorze domowego ogniska. Że żaden ze współtwórców tej szczytnej idei, nie wpadł na taką myśl. Myśl, że po kilku latach gnębienia, ucisku, horrorze, ulewa się się każdemu. Przychodzi taki moment, że chce się innego życia – banalnie normalnego. Już nie daje się rady tkwić w takim syfie. I te oświecenie, zazwyczaj zbiega się z czasem dorastania już niemałego człowieka, zarówno u chłopaka i dziewczyny. Ta walka o równouprawnienie i rzekoma dyskryminacja jest pseudowalką. Nadmuchanie sztucznie problemem. Nasze społeczeństwo lubuje się w akcjach pełnych komunałów, pustosłowia i ogólników. Bo po co zajmować się takimi zagadnieniami jak:

  • poprawa komunikacji między opieką społeczną, policją, szkołą, kuratorem, itd.
  • problemem, że sprawca przemocy, nadal mieszka po wyroku w zawieszeniu z rodziną i egzystencja ofiar nadal nie ulega poprawie
  • niskimi alimentami – ja miałam zasądzone w kwocie 50 zł
  • brak udzielania rzetelnych i kompleksowych informacji oraz najlepszych rozwiązań dla ofiar przemocy
  • problemy zdrowotne odciśnięte w organizmie człowieka, po zafundowaniu wieloletniej przemocy
  • długi, które kat pieczołowicie powiększa, a spłacać je musi gnębiona rodzina
  • wyznawana wiara, która utwierdza, że musisz żyć z oprawcą do końca swojego życia
  • uświadamianie społeczeństwa, że tylko zeznając w sądzie, można rzeczywiście zmienić życie ofiary przemocy
  • edukacja i szkolenie pracowników służb, które zajmują się poszkodowanymi, bo standardy empatii i zrozumienia bywają żenujące
  • opieszałość sądów, która się niweluje, gdy w aktach sprawy pojawi się nieboszczyk

Powiem wam, że mam dosyć przedsięwzięć, oblepionych tandetnymi hasłami. Skrojonymi nierzetelną wiedzą i powierzchowną analizą banałów, którymi można podetrzeć sobie tyłek. Banałów siejących niepotrzebną histerię i pospolite ruszenie wokół oklepanych zwrotów.

Nie tkwimy w epoce kamienia łupanego i pokolenia młodych ludzi, nie kształtuje się wedle starych modelów wychowania. Nie zauważyłam na przestrzeni lat, by dzieciom odbierano możliwość wyrażania swoich uczuć i emocji.  Osoby, które dojrzeją, by uciec wreszcie mackom terroru, nie mają problemu, by zakomunikować, że dzieje mu się krzywda. Mimo przejebanego życia, nie są pozbawione instynktu samozachowawczego i walczą o godne życie dla siebie i swoich bliskich. Nie ogranicza się nikomu dostępu do instytucji, które pomagają poszkodowanym. A wrzawę, że dyskryminuje się pokazywanie przemocy stosowanej wobec mężczyzn, poszerzę o kolejne grupy: chorych i osób starszych. I uzasadnię, że to przywłaszczenie i przedstawianie przede wszystkim przemocy wobec kobiet, spowodowane jest tym, że to kobiety są najczęściej jej ofiarami.

Nie mam nic przeciwko akcjom. Naprawdę. O ile są przeprowadzone sensownie i przemyślanie. O ile są rzetelne, oparte na sprawdzonych informacjach i wnoszą w przestrzeń publiczną wartość dodaną. Ale kiedy stykam się z badziewnym pomysłem, dziwnym monstrum i szokująco słabym niewypałem, która nie zmieni życia ofiar przemocy, budzi to mój głęboki sprzeciw i irytację.

Tak to jest moi drodzy, jak wypowiadają się na tematy osoby, o których nic nie wiedzą.