popełnić samobójstwo

Świat zaczyna się kurczyć, zmniejszać do rozmiarów pokoju, w którym się zaszywasz i rozmyślasz o czarnej dupie, w której się znalazłeś. Próbujesz w tym syfie ujrzeć światełko nadziei, ale świat rzucił ci kolejną kłodę pod stopy, o którą się przewróciłeś, rozwaliłeś łuk brwiowy i nabyłeś kolejne pęknięcie w sercu. Misterna sieć zapadlin, dziur, kraterów, wyrw i pęknięć w organie nie robi już na tobie żadnego znaczenia. Zobojętniałeś na ich istnienie. Wcześniej starałeś się je wyeliminować, zneutralizować, naprawić, posklejać, ale nie masz już na to ochoty. Twoja moc przerobowa nie ma już zdolności. Wydajność już dawno temu osiągnęła pułap zerowy i mknie w dół, osiągając wartość minusową na skali. Twoja produktywność ogranicza się do wykrzesania na twarzy uśmiechu i pogody ducha dla osób, z którymi się stykasz. Nie chcesz, ale musisz. Nakładasz maskę, choć marzysz wykrzyczeć wszystkie cię trapiące zmartwienia. Ale już wiesz, że to nie ma najmniejszego sensu. Odbiłeś się enty raz od ściany niezrozumienia, obojętności, egoizmu i hałaśliwego życia innych, skupionego nad wzniosłymi priorytetami. Myślisz: „A chuj z nimi”. Nie masz już ochoty próbować. Wszystkie próby się nie powiodły, a wybrane metody, od dobitnego przedstawienia problemu do finezyjnej aluzji, od śmiesznej anegdoty do żałosnego żebrania o pomoc, od spektakularnego wyczynu towarzyskiego do zamykania się w sobie, okazały się bezskuteczne. Twoje wysiłki, by wyjść z beznadziejnej sytuacji spełzły na niczym. Zapadasz się coraz bardziej i coraz głębiej w wydrążonej w umyśle rozpadlinie. Otulają cię macki otchłani rozpaczy, które ciągną cię na niezbadane głębiny. Nić romantyzmu, wynikła z czytania książek kanadyjskiej pisarki, która przyprawiała cię mimo woli o dreszcze magicznej ekscytacji, została zastąpiona smutnym realizmem. Tarzasz się w jego trzeźwej i obiektywnej ocenie otaczającej cię rzeczywistości. Choć twoje życie burzy jego logiczny porządek. Zrozumiałbyś tę surrealistyczną sytuację, gdybyś był pijany, ale jesteś trzeźwy i pokornie przyjmujesz na barki hiperrealizm. Przybijasz z nim piątkę i marzysz o tym, by zniknąć z powierzchni ziemi. Zaczynasz snuć rozbudowany plan unicestwienia siebie i myślisz jak wdrożyć je w życie.

PLAN PIERWSZY – SZNUR

Idziesz na spacer i wybierasz się do miejsca, gdzie ludzie z twojej miejscowości się wieszają. Przez liście i konary przebija się słońce, ale i tak po twoim ciele przebiegają nieprzyjemne ciarki. Patrzysz na drzewa, które rzucają pełne trwogi cienie. Mimo, iż czujesz chłodny powiew od jeziora, oblewa ciebie pot i strach. Nie chcesz, by ktoś przemierzał tę ścieżką z trwogą, wywołaną twoją śmiercią. Poza tym kiepsko wspinasz się po drzewach. Modyfikujesz pomysł i myślisz o łazience albo swoim pokoju. Przynajmniej masz krzesło i biurko pod ręką. Umiesz wiązać węzły, nauczyłeś się ich na obozie harcerskim, nie będzie problemu. Tylko sznur o porządnej grubości musisz skombinować. Ale rezygnujesz z tego pomysłu. Przeraża cię przerwanie rdzenia kręgowego na odcinku szyjnym i fakt, że łazienka znajduje obok pokoju twego brata.

PLAN DRUGI – TABLETKI

Dostęp jest do nich łatwy. Otwierasz szafkę w kuchni i wertujesz lekarstwa. Możesz łyknąć je wszystkie na raz, kiedy nikogo nie będzie w domu. Myślisz o odpowiednim wyborze momentu. Nie chcesz, by ktoś cię odratował. Gdybyś lubił pić alkohol, popiłbyś tabletki procentami, ale nienawidzisz alkoholu. Masz alergię na pijaków, pijacki bełkot, pijackie rękoczyny i pijacką propagandę. Zaczynasz powątpiewać, bo boisz się, że wylądujesz w szpitalu, w którym nigdy nie miałeś przyjemności leżeć, czekając na przeszczep wątroby. Rezygnujesz, bo w szafce są trzy tabletki na krzyż, ziołowe na uspokojenie dla matki i wiesz jakie to trudne, by mogła je sobie kupić. A one razem z witaminą B i magnezem ratują jej życie.

PLAN TRZECI – WODA

To jest łatwe. Idziesz nad jezioro i rzucasz się z pomostu do wody. Możesz też bardziej spektakularnie skoczyć z mostu do rzeki. Włożysz do kieszeni kamienie. Umiesz pływać, ale niewprawnie, tyle by dopłynąć z pomostu do pomostu na miejskiej plaży. Wzdrygasz się. Do tej pory masz smak wody wlewający się do nosa, kiedy w dzieciństwie płynąc na kąpielisku dla dorosłych, przepływająca nieopodal motorówka wznieciła fale, zalewając twoją twarz. Widzisz oczami wyobraźni spuchnięte ciało topielca, zaplątane w szuwarach, w których goszczą węgorze. Robi ci się słabo. Przypominasz sobie, że nie umiesz skakać do wody. Zrobiłeś to raz w życiu, próbując zaimponować samemu sobie, że potrafisz opanować tę umiejętność – w panice wypływałeś na powierzchnię wody.

PLAN CZWARTY – POJAZD

Wystarczy wbiec z impetem pod koła ciężarówki, samochodu czy rzucić się na tory kolejowe. To takie proste. Ale wzdrygasz się. Przypominasz sobie siostrę cioteczną, która wpadła pod auto w wieku sześciu lat. Jasnowłosą blondynkę, której odpadła głowa. Przypominasz sobie kierowcę, którego życie diametralnie się zmieniło. Odwiedza co roku jej grób w poczuciu winy, choć to ona w zabawie wbiegła na jezdnię. I widzisz twarz ciotki, udręczonej, nafaszerowanej silnymi lekami, odwiedzającej cyklicznie pobliskie zakłady psychiatryczne. Widzisz tę samą twarz pełną bólu przez trzydzieści lat. Przypominasz sobie kobietę ze „Sprawy dla reportera”, która w wyniku nieszczęśliwego wypadku, wpadła pod pociąg, straciła obie nogi i porusza się na protezach. Przypominasz sobie opis bólu, bo tony żelastwa jeszcze raz przejechały po jej ciele. Reflektujesz się. Nie cierpisz bólu. Przy silniejszym bólu głowy łykasz bez wahania dwie tabletki przeciwbólowe. Zdajesz sobie sprawę, że jeśli przeżyjesz będziesz kosztownym balastem i przypominasz sobie, że w lodówce panuje sterylna pustka .

PLAN PIĄTY – MRÓZ

Zamarznięcia nie planowałeś. Akurat się tak złożyło. Rękoczyny, inwektywy, indoktrynacja, manipulacja. Bezowocne czekanie na policję owocuje, że wychodzisz z domu w ciemną noc. W noc oświetloną bielą delikatnego puchu. Wściekły maszerujesz bez tchu. Wirujące płatki śnieżycy współgrają idealnie z twoimi emocjami – zawodem, wkurwem, bezsilnością, beznadzieją. Nie masz już sił babrać się w gównie, w którym tkwisz. Siadasz pod drzewem i czekasz na śmierć. Mijają minuty, godziny. Pozwalasz, by mróz pochłonął całe twoje ciało. Nie czujesz zimna. We krwi buzuje jeszcze wzburzenie. Obojętniejesz na warunki atmosferyczne. Cieszysz się, że za kilka godzin będzie po wszystkim. Pogoda ci sprzyja. Twoje ubranie pokrywa gruba warstwa śniegu. Jest ci błogo. Wszystkie emocje uleciały. Jest tylko cisza. Idylla. Tracisz poczucie czasu i jesteś zadowolony, że znikniesz pod całunem niewinnej bieli. W oazę błogości nagle wdziera się obraz twojej matki. I już wiesz, że zabijając siebie, zabijesz i ją. Wstajesz i powoli, przemarznięty na wskroś, wracasz do syfu, z którego chciałeś tak uciec.

Wszystkie plany przemykały ci przez głowę, ale ten ostatni, pod wpływem impulsu wprowadziłeś w życie – akt zdesperowanego człowieka, który nie widział innego wyjścia. Wbrew pozorom nie była to nieprzemyślana decyzja. Oswajałeś się z nią miesiącami. Była to jedyna droga, by ktoś wreszcie zainteresował się twoim problemem. Wbrew pozorom chciałeś żyć. Poczuć świeży zapach kolejnej wiosny, smakować świat, kolekcjonować wrażenia, zachwyty, pielęgnować niewygórowane marzenia i spełniać spopielałe koncepcje. Nie jesteś człowiekiem małego ducha, tchórzem, który wybrał banalną drogę na skróty. Wręcz przeciwnie. Jesteś herosem. Nosisz brzemię półboga od lat. Brzemię, które cię już uwiera, którego chcesz się już pozbyć. Samobójstwo to jedyne rozwiązanie, by ktoś dostrzegł zżerającą cię udrękę.

Jestem tobą. Różni nas geneza, genealogia przodków, środowisko naturalne, interakcje społeczne i złożoność dręczącej zgryzoty. Ale jesteśmy sobie bliscy. Oboje jesteśmy na zakręcie.

Śmierć miała być moim ostatnim krzykiem, drogowskazem dla prokuratora, nadzieją na dobrą zmianę w życiu i ochroną tych, których kochałam. Czym śmierć ma być dla ciebie?

Bardziej heroiczny jest powrót do rzeczywistości, którą chce się opuścić niż zgon. Powrót do ekskrementu życia wymaga odwagi szaleńca. Byłam szalona. Wróciłam, strzepawszy z siebie biały puch śniegu – jedyną jasność w mym przejebanym życiu, którą dostrzegałam w tym dniu.

Czy żałuję, że żyję? Nie. Zawsze chciałam żyć. Nękały mnie tylko niesprzyjające okoliczności. Życie sponiewierało mnie wielokrotnie i wiem, że przypomni sobie o moim istnieniu jeszcze nie raz i z przyjemnością dokopie. Niejednokrotnie zawiodą mnie ludzie, zaskoczą swym zachowaniem, nadwyrężą moje zaufanie. Zmartwienia i kolejne problemy zniżą moje ego do parteru. Schowane złe wspomnienia odezwą się jak rana po szrapnelu. A jednak wbrew wszystkiemu powstanę jak Feniks z popiołów, pomimo nieprzychylnej koniunkturze.

Po tylu latach odkryłam banalną rzecz. Z czasem wszystko mija. Z czasem mniej boli.

Świat beze mnie zdecydowanie byłby uboższy.

A ty? Co zrobisz będąc na zakręcie?

 

 

 

116 123 –  Kryzysowy Telefon Zaufania dla dorosłych

116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży

800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka

801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”

800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

801 199 990 – Ogólnopolski Telefon Zaufania Narkotyki – Narkomania

22 692 82 26 – Telefon zaufania Krajowego Centrum ds. AIDS

800 120 226 – Policyjny Telefon Zaufania

800 899 994 – Telefon Wsparcia Rodziców

800 100 100 – Bezpieczeństwo w Internecie

22 628 52 22 Telefon Zaufania dla osób LGBT

  • Mam pytanie odnośnie planu drugiego: co to jest „pijacka propaganda”?

    • Bambosza

      „Jesteś nikim”, „nic w życiu nie osiągniesz”, „jesteś zerem”, „ty popierdoleńcu”, „będziesz stała pod latarnią”, „ty ciuciomajtku”, „ty głupku”, „będziesz takim samym dziadem jak ja”, „jesteś materialistką jak matka”, „ty ciućmo”, „ty wiedźmo”- pijacka propaganda w bardzo krótkim skrócie.

    • „Jesteś nikim”, „nic w życiu nie osiągniesz”, „jesteś zerem”, „ty popierdoleńcu”, „będziesz stała pod latarnią”, „ty ciuciomajtku”, „ty głupku”, „będziesz takim samym dziadem jak ja”, „jesteś materialistką jak matka”, „ty ciućmo”, „ty wiedźmo”- pijacka propaganda w bardzo krótkim skrócie.

      • Hmmm… A ja zawsze myślałem, że wielu ludzi mówi takie rzeczy na trzeźwo 🙂

        • Nie chciałabym takich słów usłyszeć od osoby pijanej, czy trzeźwej. Bo to słowa najbardziej zapadają w pamięć niż razy po ciele. Dorosły znosi takie epitety z trudem, a co dopiero dziecko.

  • Twój post przeczytałam od razu jak tylko dałaś o nim info, ale nie od razu byłam w stanie skomentować. Zresztą po ilości komentarzy, a raczej ich braku widać, że temat to trudny. Poza tym dziś mam tzw. gorszy dzień, więc to może odpowiedni moment by się odnieść do tego tekstu.
    Nie lubię samobójców (wiem głupio to brzmi), nie lubię ich za traumę jaką fundują swoim rodzinom, bliskim, którzy ich kochają, choć może nie potrafią im pomóc. A jednocześnie jestem w stanie zrozumieć co może czuć osoba, która ma dosyć wszystkiego, której już braknie sił do walki, która głęboko nie wierzy że może coś się zmienić na lepsze. Totalny bezsens. Oparłam się o takie stany, ale wtedy zadawalam sobie krótkie pytanie – chcesz umrzeć? Odpowiedź była szybka- NIE! Chcę tylko żeby było w końcu lepiej!
    W takich sytuacjach pomaga mi wiara w Boga i oddanie mu wszystkich moich problemów. I mimo że one wcale nie znikają, ja odczuwam ulgę i odzyskuję nadzieję. Może zbyt mało o tym piszę, ale wiara w życiu bardzo mi pomogła. Myślę też że każdy ma do wypełnienia w życiu jakąś misję, której sens czasami ciężko jest zrozumieć.
    Kiedy mój syn był malutki złapał zapalenie płuc i musiałam z nim jeździć na zastrzyki. Zastanawiałam się wtedy, co może myśleć sobie takie małe dziecko, skoro własna matka wozi go w miejsce, w którym obcy ludzie sprawiają mu ogromny ból. Przecież nie mógł myśleć, że to dla jego dobra. Myślę, że te nasze życiowe problemy to takie właśnie zastrzyki. Wiem, nie jest łatwo, gdy się dostaje kolejne serie zastrzyków, ale nie można się poddawać.
    Trzymaj się Bamboszko. Tym przydlugim komentarzem właśnie wytlumaczylam sobie, że mam wziąć dupę w troki, odrzucić czarne scenariusze i przestać się przejmować tym co nie jest zależne ode mnie. Ściskam mocno. :-*

    • Temat trudny, poważny i rzeczywiście odstraszający, by pozostawić po sobie komentarz.

      Tekst napisałam już dużo wcześniej, wiedząc o zbliżającym się Światowym Dniu Przeciwdziałania Samobójstwom. Nie udało mi się go wcześniej opublikować, bo znowu sypał mi się po raz enty świat.

      Myślę, że ktoś kto decyduje się na ten krok ma poczucie, że bliskim osobom ofiaruje ulgę, wytchnienie. A w praktyce tak naprawdę zwielokrotni ból i cierpienie. Ja byłam bliska tego czynu, ale myśl o mamie, że ją to zabije (dosłownie, bo choruje na stwardnienie rozsiane), spowodowała, że wróciłam do domu, choć chciałam zniknąć z powierzchni tego świata. Paradoks polega na tym, że tego się nie chce robić, tylko nie widzi się innego wyjścia z sytuacji, kiedy wszystkie podejmowane próby, by w życiu było po prostu normalnie, zawodzą.

      Zazdroszczę Tobie wiary w Boga, bo ja zawsze miałam poczucie, że mnie opuścił. Omijałam kościoły, bo księża potęgowali to odczucie, za to zawsze boskość i otuchę odnajdowałam w przyrodzie. Miałam poczucie, że w tym bezsensie jest jakiś jednak sens i dochodziłam do wniosku, że to byłoby barbarzyństwo – pozbawiać siebie kolejnego zachodu słońca nad jeziorem, choć miałam ochotę rzucić to wszystko w jasną cholerę. To był mój pion, który utrzymywał mnie przy życiu.

      Teraz owszem bywają gorsze chwile, przy których człowiek wymięka, ale nawet ich spotęgowana siła nie jest w stanie pogrzebać chęci do życia. Fakt, ocieram się o doły, stany depresyjne (skutek uboczny życia przez tyle lat z tyranem w domu), ale przeżywszy tyle beznadziejnych sytuacji, wiem, że po jakimś czasie one mijają. Bywa źle, chujowo, do dupy, ale potem wychodzi słońce i choć to jest tak strasznie banalne stwierdzenie, jest ono prawdziwe.

      Kochana, trzymajmy się tego słońca 🙂

      Jestem Ci bardzo wdzięczna, że zawsze tu gościsz i zostawiasz mi tyle wartościowych przemyśleń z Twojej perspektywy. To jest bezcenne.

      Ściskam :*