Marzę o niezależności finansowej. A żeby ją mieć, trzeba dokonać rewolucji w myśleniu nie tylko moim, ale i Przyszłego. Trzeba się przestawić na inne tory świadomości. Być otwartym na inne koncepcje stylu życia. Trzeba szukać użytecznej, prostej w przekazie wiedzy, informacji. Trzeba bardzo się natrudzić, by wyznaczone cele pilnować. Codziennie motywować się do działania. Małymi kroczkami, mozolnie dążyć do wolności bez kredytów, długów, dążyć do finansowego bezpieczeństwa.

Marzę, by odkładać wreszcie dutki dla siebie. Ciężka to praca. Walczę ze sobą, by nie ponieść się zachciankom, a Przyszły zmaga się z brakiem tytoniu w płucach.
W drodze ku niezależności finansowej potrzebne są duże pokłady wytrwałości i cierpliwości. Nie da się tego procesu przyspieszyć. Chyba, że wygram w totka lub szef Przyszłego podniesie wypłatę o tysiąc. A co tam. O dwa 🙂

To czasami bywa frustrujące. Nie wiem skąd średnia krajowa jest tak wybujała. Większość obywateli zarabia między 1200 – 1500 zł. Może to prezesi spółek zawyżają statystykę. Jak zwykle tabele sobie, a życie sobie. Dwa odrębne światy, które łączą tylko cyfry.

Tak więc droga ku niezależności jest długa, kręta i rozłożona w czasie.

W minionym miesiącu, czyli październiku wydaliśmy na życie 983,78 zł. Jakoś w tej materii nic się obniżyć nie daje i ponoszę w niej totalną porażkę. Chyba, że przestaniemy jeść, to i sukces będzie wówczas murowany 🙂
Na kosmetyki i chemię wydaliśmy 90,60 zł.  Potrafimy jeszcze mniej wydać, bo w tej dziedzinie wygórowanych wymagań nie mamy.
Na pierworodną wydaliśmy 230,81 zł, w tym 78,39 na zabawki. Dawno nic nie dostała i w ramach rekompensaty dostała dwa prezenty: drewniane klocki i drewniany wbijak. Koszta można by było obniżyć, ale Bulba nie chce rozstać się z pieluchą i siada na nocnik tylko wtedy, kiedy jest kompletnie ubrana. Notabene zaczęła sadzać na niego swoje lale, więc w rodzicach tli się wątła nadzieja o wiekopomnej chwili.
Popłynęłam i wydałam 23,23 zł na gazety, głównie o tematyce wnętrzarskiej, rozmyślając o swym przyszłym lokum, które mam nadzieję, będę kiedyś mieć.
Przyszły popłynął jeszcze bardziej i kupił gry na kwotę 97,31 zł. Zaczynam się martwić, bo to kolejne jego popłynięcie w bezkres oceanu. Rzuca jeden nałóg, a popada w kolejny. I kompletnie nie rozumiem jego ekscytacji grami, o które namiętnie się kłócimy. Dodam, że w wolnych chwilach mój Przyszły bywa w czołgu na wojnie, zamiast robić coś bardziej pożytecznego w mym mniemaniu.
W tym miesiącu dopadły nas choróbska i wydaliśmy na medykamenty zawrotną cenę 306,06 zł. Dwukrotnie więcej niż zakładałam.

To tak z grubsza.

Jest jednak plus w pełnym zarysie sytuacji. Zmarnotrawiłam jedzenie tylko na 30 zł. Spłaciliśmy dług młodzieńczej głupoty.  I po raz pierwszy zostało nam plusie kilka złotówek.
Perspektywa przyszłości jawi się jednak optymistycznie, patrząc na owe sukcesy 🙂

Trzeba się jednak pilnować na każdym kroku. Czasami bywam tą wzmożoną uwagą przygnieciona. Ale sukces trzeba czymś okupić.
Oby dopisało po drodze zdrowie. Niestety taka zawierucha skutecznie oddala z perspektywy obrany kierunek. Potrafi całkowicie odmienić dane współrzędne obranego celu.

Moja konstrukcja finansów jest delikatna. Zbudowana jedynie z patyczków. Jeden niespodziewany podmuch i wszystko się może rozlecieć. Dlatego drżę ze strachu. Niech nas zawieruchy omijają. I co?! Zdechł wiatraczek w mikrofali. Ożesz w mordę!! Buczy ustrojstwo i boję się, że wybuchnie! W wątłym budżecie nie ma miejsca na takie niespodzianki. Znowu trzeba się nagimnastykować, by załatać dziurę. A wiecie, że awarie chodzą trójkami? Tfu, tfu!!

Nie tylko ja mam niestabilny system finansowy. To tak na marne pocieszenie. Trudno się z tym pogodzić i stawić czoło chwiejnej konstrukcji. Ale im bardziej ją się omija i lekceważy, tym bardziej jest się w finansowej dupie. Dlatego najlepiej, jak się w porę człowiek opamięta. Bo ta dupa będzie bez dna. A człowiek przygnieciony jej ciężarem, będzie jeszcze trudniej z niej się wydobywał.

W niebezpiecznych czasach żyjemy. Całe otoczenie czyha na nasze zapędy do posiadania. Jesteśmy w pełni podatni na bogatą ofertę konsumpcjonizmu, jaki świat nam oferuje. Mami, obiecuje, wskazuje, zapewnia cały dobrobyt, bez którego ponoć nie można się obyć we współczesnym świecie. Nasz zdrowy rozsądek ginie w czeluściach przyrzeczeń, gwarancji i nadziei lepszego bytu. Osaczeni tymi hasłami zewsząd, przyjmujemy je jako swoje naturalne potrzeby i istotę istnienia. Nieświadomie brniemy w ślepe zaułki, które odbierają nam prawdziwe jestestwo bycia na tym świecie. Obarczamy się i zaciągamy zobowiązania, które zaciskają się na szyi, jak pętla, odcinając nam dopływ tlenu. Rozpaleni fałszywymi nadziejami, przyrzeczeniami, budzimy się z ręką w nocniku przy najdrobniejszym, osobistym tąpnięciu ziemi.

Z przestrzeni zniknęła rozwaga, rozsądek i umiar. Zachłysnęliśmy się materialnymi łaskami, wygodami wszelkiej maści. Może wcale nie jest głupie pobycie w dzikich ostępach, w głuszy, w ascezie. Trochę ten zasyfiony mózg przewietrzyć na łonie natury. Zadziwiające, jak jej bliskość przybliża nas do prostoty i harmonii. Podkreśla najprostsze rozwiązania i powściąga nasze podejście do dóbr.

Nie ma żadnych ograniczeń, by mieć. Wbrew pozorom jest łatwo mieć. Wystarczy kliknięcie, podpis, rzucenie w słuchawkę: tak. Wyczerpująca jest nachalność osób, instytucji, którzy tę łatwiznę oferują. Kłopotliwe jest ich się pozbycie. Musimy mieć żelazne nerwy odmawiając licznym ciekawym ofertom. Ja jestem nimi bombardowana codziennie. I nikogo nie interesuje fakt, że nie jestem nimi zainteresowana. Spotykam się nie tylko z ignorancją tej mej potrzeby, ale również ze zdziwieniem, jak to możliwe, że nie pragnę oferowanej gotówki. Odnoszę czasami wrażenie, że priorytetem sektora bankowego jest celowe zadłużanie społeczeństwa. Nie rozumiem, jak można oferować zawrotne sumy osobom, które mają niskie dochody i nie spełniają podstawowych kryteriów.

Należy się pochylić i skierować ku tradycji naszych dziadków czy rodziców. Może nas śmieszyć odkładanie grosza na czarną godzinę, na konkretne zakupy, oszczędzanie wody, prądu i siedzenie przy świeczkach. Może nas bawić oglądanie każdej złotówki przed ostatecznym jej wydaniem. Może nas rozweselać ich skromność, umiar i przezorność.
Powinniśmy się jednak na nich wzorować i korzystać z doświadczenia w budowaniu własnych oszczędności. Pamiętać, że tylko własną pracą, własnymi zasobami najlepiej jest ją tworzyć. Od nich powinniśmy uczyć się przezorności i nabywać umiejętność, jaką jest przewidywanie konsekwencji nietrafionych, finansowych decyzji.

Uczmy się oszczędzania i gromadzenia bogactwa własnym sumptem. Pójście na łatwiznę, może nas poprowadzić na manowce.
Uczmy się na błędach innych. To pomoże nam podejmować właściwe wybory.