Od września tamtego roku, ponownie prowadzę budżet domowy. Uwielbiam go robić. Planować wydatki, wpisywać w rubryki kwoty zakupów, liczyć, odejmować, dodawać, rozmyślać, która kategoria jest do skorygowania w wydawanych środkach. Na co się uczulić jeszcze bardziej. Lubię myśleć, co jeszcze mogę poprawić, usprawnić, polepszyć, bez czego się obejść, co zrobić, by dodatkowe fundusze wpadły do budżetu.

Wiem, jak nasze finanse wyglądają i jaka jest ich kondycja. Wiem na co możemy sobie pozwolić. A najbardziej lubię mój stan świadomości. Stan świadomego doświadczania: zmian w myśleniu, postrzegania świata i reagowania na jego zjawiska. Czuję się, jakbym odkrywała tajemną wiedzę.

Jestem tą wiedzą oświecona 😉

Dla otoczenia może to być zupełnie niezrozumiałe. Ta moja ekscytacja w tej dziedzinie. Ale od kiedy sprawy finansowe mam poukładane, cała reszta też się układa. I z tego bardzo się cieszę. Z takiej formy efektu śnieżnej kuli, która dotyka pozostałe sfery życia.

Cieszę się, gdy Przyszły zarobi 20 zł czy 40 zł, na zrobieniu „czegoś tam” w komputerach u znajomych. Cieszę się, że wpadło mi 18 zł ze sprzedaży książki. Cieszę się, jak głupia. Takie rzeczy motywują mnie jeszcze bardziej do działania. I z niecierpliwością czekam na wiosnę, by wybrać się na pierwszą w tym roku garażówkę, by spróbować sprzedać niepotrzebne rzeczy. I na dzień, kiedy z Przyszłym uporządkujemy jego klamoty, poupychane w skrzynkach. Przestrzeń w domu już została. Nawet rozprzestrzeniła się na balkon. Ład wprowadza harmonię, powiew świeżości i zdwojoną energię.

W głowie kłębią się myśli, jak zagospodarować i zabezpieczyć mały ogródek, by Bulba mogła się w nim bawić 🙂

Cieszę się, że są już dłuższe dni i coraz częściej przez chmury przebija się słońce. Nawet teraz jego promienie padają na monitor laptopa.

Cieszę się, że dzisiaj bezproblemowo udało mi się odebrać hologram w ZTM i tak stałam się posiadaczką Karty Warszawiaka 🙂

Cieszę się, bo spełniam sukcesywnie swoje marzenia. Realizuję je i to daje dużo napędu na podejmowanie kolejnych.

Cieszę się, bo spłaciliśmy jedno zobowiązanie Przyszłego. Przed nami są kolejne. A ja już wiem, że nam się uda, mimo iż to będzie mocno rozłożone w czasie. Radość jest ogromna, że pomału zostanie osiągnięty cel. Nawet na koncie oszczędnościowym pojawiła się pierwsza suma 🙂

Jesteśmy parą cały czas na dorobku. Udaje się nam co miesiąc, coś dokupić do mieszkania. W tym, zostałam posiadaczką dwóch kompletów obiadowych. Problem, co ładować do zmywarki, by ją włączyć, już się rozwiązał 🙂

Cieszą mnie drobnostki. Nawet hulańce z Bulbą na placu zabaw w zimny, brzydki dzień. To dzięki bratowej i jej córce, zawdzięczam to odkrycie. By nawet w plugawy dzień nie odpuszczać i spędzać czas w piaskownicy i na karuzeli. A Bulby mina tylko potwierdza, że zimno nie powinno stanowić jakąkolwiek przeszkodę.

Bulbę staram się zabierać w nowe miejsca. Wyszukuję dla niej ciekawe atrakcje. Byłyśmy nawet na Rodzinnych Targach z Gwiazdami w PKiN. Chociaż całość nie przypadła mi do gustu, to dla Bulby pławiącej się w klockach Lego Duplo, było warto 🙂

Cieszę się, bo polski film „Ida” otrzymał Oscara 😀

Radość potęguje myśl o warsztatach, w których wezmę udział. Zaczynam robić coś wreszcie dla siebie. Chcę się rozwijać, a przede wszystkim odkryć swoją pasję. Mam w sumie wszystko, co czyni mnie szczęśliwą. Jedynie brakuje mi określenia upodobań, nadania im konkretnego kierunku, która całkowicie dopełni to szczęście.

Bycie matką, gospodynią, narzeczoną jest godną rolą, przywilejem. Ale to mnie do końca nie określa. W tym wszystkim musi być również miejsce na moją własną samorealizację, robienie coś wyłącznie dla siebie i własnej satysfakcji.

Perspektywa początku marca jest emocjonująca. Wybieram się też na pierwsze spotkanie czytelników bloga Marcina Iwucia Finanse bardzo osobiste. Jego blog skłonił mnie do kolejnego przemyślenia i przeanalizowania swoich finansów. I to on „poradził”, bym nie wychodziła za mąż za Przyszłego 😛 Może uda mi się dostać dedykację na jego książce?

Piątego marca dowiem się również, kiedy mam wreszcie termin operacji.

Jak widzicie same pozytywy 🙂

Do nich zaliczam również utworzenie fanpage mojego bloga Bambosza na stronie Facebooka. Zapraszam do zaglądania i do polubienia 🙂

A na koniec..

Trochę mnie bawi złe rozumienie zupełnie odmiennych pojęć, jakimi są planowanie budżetu i jego zagospodarowanie, od całkowitego braku funduszy na cokolwiek. To, że się trzyma w granicach wydatki, by móc dążyć do wolności finansowej i zabezpieczenia, jaką jest poduszka finansowa. Takie postępowanie, styl życia nie oznacza totalnej rozpaczy i głębin finansowych porażek. Oznacza jedynie wybór, którym się chce podążać 🙂