Roczne podsumowanie finansów budżetu domowego i wnioski.

Sumowanie słupków z cyframi, w budżecie domowym jest ekscytującym zajęciem. Lubię to robić. Naprawdę. Miałam zostać księgową i to być może tłumaczy moje zachowanie. Niektórym osobom sama myśl o liczbach, przyprawia o zawrót głowy. A ja wręcz odwrotnie. Unoszę się na haju i tylko w czasie wyciągania wniosków mam migotanie przedsionków.

Nie jestem w pełni zadowolona z minionego roku. To fakt. Ale byłabym głupcem, gdybym nie dostrzegała w potknięciach wskazówek, co poprawić i udoskonalić w moim życiu. Nawet z porażek i niezadowolenia można wyciągnąć konstruktywne wnioski. Można zmobilizować siły i ukierunkować je na strefy, które wymagają restrukturyzacji.

Ogarnianie finansów, myślę, że u większości z nas jest długotrwałym procesem. Wymaga to zmiany nawyków finansowych, przeorganizowania swojego myślenia, szukania rozwiązań, a nawet reformy stylu życia. W moim przypadku trwa to już ponad półtora roku. Wciąż jest nieidealnie i spoglądając na wyniki, widzę popełnione błędy, ale nie odbieram blasku moim osiągnięciom. Wręcz przeciwnie. To mnie bardziej motywuje do dalszej pracy, by urzeczywistnić swoje marzenia finansowe.

W drodze po marzenia, kroczę wspólnie z Przyszłym. Akceptuję z trudem jego dość drogie hobby – gry komputerowe. Z kolei on akceptuje moje wyjazdy na spotkania blogerskie i szkolenia. I jak się głębiej zastanawiam, to moje pretensje o inwestowanie pieniędzy w gry są nieuzasadnione. Moje blogowanie również pochłania gotówkę. Zatem jesteśmy kwita. Wydana kwota 1032,11 zł, na hobby Przyszłego byłaby zdecydowanie jeszcze większa, gdyby nie szukał promocji cenowych. Jednak moje ględzenie daje wymierne rezultaty.

Roczne podsumowanie wydatków i sprzedaży zbędnych rzeczy w domu. Rok 2015.

Siedzenie nad komputerem, by wystawić do sprzedaży niepotrzebne rzeczy, dały piękny efekt – 1082,35 zł. W tej sumie zawarłam również dodatkowy dochód, uzyskany z badań rynku. Odejmując kwotę wydaną na hobby Przyszłego, to na plusie mam 50 zł. I to nawet nie, bo przecież dochodzą moje wyjazdy na spotkania blogowe. Nadwyżka pieniędzy, wynikająca z odpieluchowania Bulby w połowie roku, również weszła na te konto.

Gdybyśmy zrezygnowali z naszych zainteresowań, mielibyśmy kredyt konsumpcyjny z głowy. To niezaprzeczalny fakt. Trochę szkoda tych pieniędzy, ale jak widzicie ciężko jest zrezygnować z czegoś, co się bardzo lubi.

Największą porażką jest niespłacenie kredytu. Mimo, iż mam półroczną nadpłatę, to zostało jeszcze siedem rat. A przewidywałam, że w pół roku się pożegnam z tym zobowiązaniem. I tutaj dałam z Przyszłym ciała. Ogromnego. Żadnych środków łagodzących nie biorę pod uwagę.

Z zobowiązań Przyszłego udało nam się przez rok spłacić tylko jedno. W kwocie 284, 78 zł. I to mnie nie napawa szczęściem, ani dumą. Choć tego pięknego, lutowego dnia skakałam pod sufit.

To trochę podłamuje, ale też jest kilka jasnych stron życia. Przyszły od ponad roku nie pali papierosów. I to jest fantastyczne osiągnięcie. Wręcz niewiarygodne. Po piętnastu latach palenia rzucił nałóg! To odbiło się na naszym budżecie w pozytywny sposób, trochę pomniejszony o nową garderobę Przyszłego, bo ten wyczyn odbił się na jego figurze. Ale co tam ubrania! Jestem z niego bardzo dumna!

Jeśli chodzi o środki wydawane na jedzenie, w miesiącu średnio wydajemy 1000 zł. Moim marzeniem jest wydanie chociaż raz 900 zł. Raz udało mi się przybliżyć do tego progu w czerwcu, gdzie wydałam 910,74 zł. Rzadko jadamy na mieście. Są to doprawdy sporadyczne przypadki. Najwięcej biesiadowaliśmy na krótkich wakacjach w Gdyni i wedle naszej oceny, jak i czytelników, nie były to szokujące kwoty. Sprawdzone bary mleczne są najfajniejszym rozwiązaniem i to są moje ulubione miejsca do stołowania.

Mocno nawyków żywieniowych nie zmieniliśmy. Za to częściej czytam skład produktów, zanim je kupię. A tam roi się od kwiatków i odkładam z powrotem rzecz na półkę. Rewelacyjna metoda, by zaoszczędzić, a przecież jeść trzeba. Chętnie sięgam po ściągawkę na Czytaj Skład. Bardzo wam polecam tę stronę. Wykonują świetną robotę, a moja lista zakupów stała się zdrowsza. Od września konsekwentnie nie kupuję podrabianego soku malinowego, soczków dla dzieci i wód smakowych. Owszem, czasami upór Bulby i jej rozdarcie się na cały sklep, kończy się zakupem plastikowej butelki z płynem, ale się wycwaniłam i biorę najmniejszą pojemność. Moim sukcesem jest to, że chętnie pije wodę. Za to toczę boje o słodycze. Proponuję jej wafle ryżowe, mace, chrupki kukurydziane, ale tę miłość do słodkiego ma chyba w genach po dziadkach i Przyszłym. Nie wiem, czy uda mi się jej niepohamowany apetyt na słodkie ograniczyć.

Mój rozwój w kierunku renowacji drewnianych rzeczy, zakończył się na jednym projekcie. Nie mam na to funduszy, ale spróbowałam i mi się to bardzo podoba. Kiedyś na pewno to marzenie spełnię. Niestety na razie muszę to odstawić na boczny tor.

Kupowanie gazet jest moim utrapieniem. Jednak pomniejszyłam swoje zapędy, a kwota roczna 111,50 zł, która de facto skończyła żywot w śmietniku, uświadamia mi, że to jest dobry kierunek, by ta przyjemność zniknęła z mojego życia na zawsze.

Największym moim sukcesem jest to, że obniżyłam mocno wyrzucanie jedzenia. Ze 100 – 80 zł zeszłam do 50, a ostatnio dobijam do 30 zł. Raz uzyskałam nawet 15 zł i moje wysiłki przybliżają mnie do wymarzonej kwoty – 10 zł.

Pod koniec roku 2014 zamknęłam konto w banku, w którym opłata miesięczna wynosiła 15,40 zł, co dawało przez rok 184,80 zł. To była bardzo dobra decyzja. Teraz nie płacę nic za prowadzenie konta, a jedyny koszt jaki poniosłam w ciągu roku, to opłata prowizji za wybranie pieniędzy w innym bankomacie.

Zrezygnowałam również z abonamentu telefonicznego, który oscylował pomiędzy 70 – 120 zł. Wypowiedzenia umowy było pełne przygód, ale warto było znosić różne zwroty akcji, by cieszyć się telefonem na kartę. Doładowanie się w kwocie 30 zł jest bardzo przyjemne. A z kim mogę i kto mieszka za granicą, rozmawiam przez wideorozmowę na Facebooku.

Wyrobiłam też z Przyszłym Kartę Warszawiaka i w ten sposób w naszej kieszeni zostaje 24 zł w miesiącu.

Na koncie oszczędnościowym udało nam się uzbierać 500 zł. Musieliśmy je jednak wybrać, ale ten fakt napawa optymizmem, że jesteśmy w stanie stworzyć poduszkę finansową na nagłe wydatki.

Jak widzicie sporo poczyniliśmy, by zmniejszyć swoje wydatki, zmienić przyzwyczajenia i zminimalizować koszty utrzymania. I to mnie cieszy. Natomiast martwi, że pozbycie się zobowiązań finansowych większego kalibru, utknęły w martwym punkcie. Ten aspekt w naszym życiu wymaga poprawy. A tu jak na złe, sypie mi się zdrowie, a jego podrychtowanie wymaga sporego nakładu finansowego. I jak tu zjeść największego słonia z naszego ogródka? Biorąc się do roboty. Czego i wam życzę.