rzeź

Jutro może zrobią mi lewatywę.

A na pewno jutro o godzinie ósmej zawiozą mnie na rzeź. Nim to nastąpi, całe ciało wymydlę odkażającym mydłem w łazience pamiętającej czasy komuny. Potem odzieję się w ubranie operacyjne i niczym kosmonauta wyruszę w podróż na piętro pierwsze, gdzie złożą mnie w ofierze zimnemu blatowi. Będę tam naga, bezbronna, bezsilna..

Potem otworzą mi brzuch i przez czterdzieści minut będą grzebać mi w ciele.

Po godzinie zabiegu zawiozą mnie na salę pooperacyjną, gdzie będę cierpieć z bólu. Z cewnikiem między nogami, być może jeszcze z drenażem. Będę blada jak pergamin, usta spierzchnięte będą błagać o wodę, a ciągnący szew doprowadzał do obłędu. Z posłania będzie zwisać wiotka dłoń pokłuta wenflonem.

Tak wygląda zabieg. Zabieg chirurgiczny. Ma jeszcze inne ono brzmienie – operacja. Mogłoby się zdawać, że coś co trwa niespełna godzinę jest jak zabieg odnowy biologicznej w SPA. Błędne to myślenie, kiedy się rzeczywiście leży po wszystkim na sali pooperacyjnej, z pozszywanymi wnętrznościami.

Mogą wam mówić, że jest to jak wyciśnięcie pryszcza na nosie. Ja wam powiem, że to jest gówno prawda.

Kiedy ktoś do mnie mówi, że to jest taka zajebista sprawa leżeć na szpitalnym łóżku, to twierdzę, że ma coś nie tak z głową. Ja nie wezmę udziału w sanatoryjnych uciechach, lecz w poważnym sympozjum o nazwie „Blok Operacyjny”.

Idę cierpieć po to, by mieć może jeszcze jedno dziecko w przyszłości. A przyszłość jest niepewna, bo nie ma pewności, że w czasie jej trwania ponownie mi się zrobi to dziadostwo. Zawsze istnieje jakieś ale.

Z każdą minutą jestem bliżej balansowaniu na granicy życia i śmierci. Jej przedmową były podpisywane oświadczenia, w których główna frazą była śmierć, intubacja, zgon, osoba upoważniona.

Może dla innych jest to mały pikuś, niewart żadnego stresu i obawy. A ja mam w dupie rozpatrywanie tego w taki sposób. To moje ciało, moje rany, moje szwy, moje cierpienie. I mam prawo się cholernie bać. Więc się boję nie bacząc, że ktoś moje obawy chce pomniejszyć.

Najbardziej boję się, że może nie będzie żadnego powrotu. Że zostanę po drugiej stronie. I pozostawię mych najbliższych: Bulbę i Przyszłego.

Zawsze są dwie strony medalu. Tylko o tej drugiej nikt nie myśli.