Jest taki trend, by mądrości prawić. I ja też, by od ogółu nie odstawać, uraczę was swoimi przemyśleniami. Choć naprawdę nie mam ku temu żadnych kompetencji, by mówić komukolwiek jak żyć, czynić i postępować. Ale skoro inni mogą, to ja tym bardziej 😉

Uważni czytelnicy wiedzą, że tegoż roku udało mi się odpieluchować me dziecię i jakoż to była kręta droga. Mniej uważnym podaję na tacy wpis, by mogli się zaznajomić z tekstem – Z nocnikiem za pan brat.

Ale dręczy me sumienie ten cały proces. I choć zadałam na Fb pytanie, które miałam nadzieję, że rozwieje moje wątpliwości, z racji, że nikt tam nie zagląda, oprócz kilku szaleńców, stało się pytaniem czysto retorycznym.

Jakież ono było? Takie: „Kiedy powinno się sadzać dziecko na nocnik?”.  Można zrywać boki, bo ono takie głupie, ale jak dojdziecie do etapu bycia rodzicem, któremu szwankują półkule mózgowe, który naczyta się poradników rodzicielskich i tuzina jedynych, słusznych prawd i koncepcji blogów rodzicielskich, zdacie sobie sprawę, że zagadnienie ma złożony wymiar. Zbaraniejecie i stępicie zdrowy rozsądek, swoje doświadczenie życiowe i mądrości przodków. Ja zbaraniałam doszczętnie. Odsunęłam znany mi sposób działania, intuicję spacyfikowałam i poddałam się ofercie konsumpcyjnego życia, który w rezultacie drenuje mocno kieszeń i rozleniwia rodziców do wejścia na wyższy level egzystencji. Pieluchy jednorazowego użytku są błogosławieństwem dla tych, którzy nie chcą bawić się w pranie pieluch wielokrotnego użytku. Dla mnie były wybawieniem. Łatwe w użyciu, wygodne, niekłopotliwe i problemowe, by się z nimi rozstać definitywnie.

Miałam zamiar sadzać na nocnik swoje dziecko, kiedy będzie już umiało samo siedzieć. Pomysł wzięłam z życia. Byłam kiedyś nianią małego brzdąca. Jego rodzice chcieli, kiedy miał 7-8 miesięcy, by codziennie rano wysadzać go po przebudzeniu na nocnik. Jak chcieli, tak i robiłam. Na dwie, trzy minuty sadzałam go na wytworny tron, przytrzymując go i uważnie pilnując. Kiedy umiał już sam siedzieć, zostawiałam go w towarzystwie książeczki i szykowałam mleko na śniadanie. Zajmowało mi to około 5 minut. Czasami udało mu się zrobić siusiu, ale najważniejsza w tym wszystkim była nauka i przyzwyczajenie do nocnika. Z upływem czasu, samoistnie nawyk poranny zawitał i wieczorem. Kiedy brzdąc miał około półtora roku, wiedział do czego służył nocnik, bez problemu na niego siadał i z niego korzystał, a potem sam po niego biegł, próbując otworzyć drzwi do łazienki. Proces odpieluchowania przyszedł szybko i naturalnie. Nie zauważyłam żadnej traumy na psychice dziecka, choć byłam ledwo co osiemnastoletnim pacholęciem. Chłopiec rozwijał się prawidłowo, błyskał mądrością i inteligencją. I nie słyszałam, by cokolwiek w tej materii się zmieniło.

Co sprawiło, że sama nie spróbowałam tej metody? Co sprawiło, że w mym umyśle zakiełkowało pytanie: „Sadzać czy nie sadzać? Oto jest pytanie!” Bo naczytałam się, że skrzywdzę swe dziecko, czyniąc na nim te okrutne praktyki. Upośledzę i zgnębię małą istotę, która nie rozumie zależności  pomiędzy siusianiem a sadzaniem na tronie. Kiedy wbiłam sobie te wszystkie prawdy do głowy, kiedy skasowałam historię mojej mamy, sadzającej błyskawicznie swe pociechy na nocnik, które rodziła rok po roku, w czasach komuny i królowania w łazienkach sławetnej Frani, kiedy z premedytacją odciągałam w czasie moje pożegnanie z pampersami i nagminnie patrzyłam na wykładzinę w jedynym pokoju, to odpuściłam moje pierwotne zamiary. Co zemściło się na mej kieszeni, zszargało moją psychikę i dołożyło dodatkową trudność w okiełznywaniu, wcześnie ujawnionego, buntu u Bulby.

Dla zagorzałych przeciwników tej metody powiem, iż:

  • to jest sprawdzony sposób
  • i kolejne dziecko będę tak sadzać
  • gdyż 2-3 minuty nic złego mu nie uczynią
  • wierzę w moc odruchów Pawłowa
  • oraz małemu dziecku nie jestem w stanie wyjaśnić zależności między spaniem a leżeniem w łóżeczku lub wózku bądź zależności między jedzeniem a sadzaniem do krzesełka służącym do karmienia.

Moi drodzy! Słuchajcie swojej intuicji, chrzańcie ułatwiacze żywota rodzica, nie dajcie się obezwładnić lenistwu, zadbajcie o finanse, nie dajcie się wydymać koncernom oraz nie czytajcie blogów 😉

Jako że pragnę zakończyć ten temat stanowczo, chcę zaproponować kilka propozycji książkowych, które ułatwią wam proces nocnikowania.

„Nocnik nad nocnikami Chłopiec”, „Nocnik nad nocnikami Dziewczynka” – autor Aldona Frankel, Wydawnictwo Nisza (obecnie strona jest w przebudowie).

Pozycja pierwsza skierowana dla chłopców, druga dla dziewczynek. W pierwszej bohaterem jest Bolek, który otrzymuje prezent od babci, a w nim zapakowany ceramiczny nocnik. Po wielu nieudanych próbach i wielkiej, matczynej cierpliwości, Bolek odnosi sukces. W drugiej bohaterką jest Basia i ma ona podobne przeżycia, porażki i sukcesy. Książka jest w twardej oprawie, ma piękne ilustracje i napisana jest prostym językiem. Książki nie polecam rodzicom, którzy w swoim rodzicielstwie nie mają zamiaru uczyć dziecka narządów ciała i wyjaśniać jemu fizjologię człowieka. Cena na okładce 17 zł.

"Nocnik nad nocnikami Chłopiec" - książka Aldony Frankel. Historia Bolka, który uczy się korzystać z nocnika."Nocnik nad nocnikami Dziewczynka" - książka Alony Frankel. Mała Basia uczy się korzystać z nocnika.

„Pan Pielucha” – autor Ta Tatoi, Wydawnictwo TASHKA.

Książka w twardej oprawie i z kartonowymi stronami, z przepięknymi ilustracjami, z wierszowanym tekstem, opowiadająca o Panu Pielucha, który pragnie zrealizować swoje marzenia, ale nie może, póki dzieci nie zaczną korzystać z nocnika. W książce nie ma ilustracji nocnika i dziecka, wszystko po to, by dziecko nie odczuło presji żegnając pieluszkę. Cena książki to 24,90 zł.

"Pan Pielucha" autorstwa Ta Tatoi. Książka opowiada o Panu Pielucha, który chce zrealizować swoje marzenia, ale tylko wtedy, gdy dzieci nauczą się korzystać z nocnika.

Materiały promocyjne Wydawnictwa TASHKA

„Żegnaj pieluszko! Jak miś polubił nocniczek.” – autor Bellinda Rodik, Kerstin M. Schuld, Wydawnictwo DEBIT.

Główny bohater, sympatyczny miś, nie chce odzwyczaić się od noszenia pieluszki. Jego mama próbuje go zachęcić, kupując mu coraz to nowe nocniki. Ale miś nie daje się przekonać i używa je do innych celów. Dopiero spotkanie z koleżanką, która chodzi już do przedszkola, zmienia jego nastawienie. Też chce do niego uczęszczać, a to oznacza, że musi pożegnać się z pieluszką.

Książka jest w twardej oprawie i ma również kartonowe strony. Ilustracje nie powalą rodzica o wysublimowanym guście. Cena książki to 16,90 zł.

"Żegnaj pieluszko! Jak miś polubił nocniczek"- autorstwa Bellindy Rodik, Kerstin M. Schuld. Książka o misiu, który nie chciał korzystać z nocnika, ale po spotkaniu z koleżanką, która chodziła do przedszkola, zmienił zdanie.

„Kupa siku” – autor Stephanie Blake, Wydawnictwo Dwie Siostry.

Książka w twardej oprawie, w cenie 26 zł, z pięknymi ilustracjami, wywołująca mieszane uczucia. Wbrew tytułowi, nie opowiada o nauce korzystania z nocnika, ale o zachowaniu małego króliczka. Nadużywa słów „kupa siku” przy każdej okazji. Zachowanie te można odebrać jako niegrzeczne lub jako zabawę językiem, słowami. Kształtuje dowcip i humor u dzieci, ale dorośli czytelnicy mogą mieć zupełnie inne zdanie na ten temat. Dla mnie, matki, której dziecko wszystko nazywa „kangunem”(czyli kangurem) i turla się ze śmiechu po podłodze ze swojego żartu, nie jest mi to zjawisko obce. Zresztą codziennie pokrzykujemy razem słowa „pierduny, śmierduny” bez głębszej analizy.

"Kupa siku" - książka autorstwa Stephanie Blake. Wbrew pozorom to nie jest książka o nauce nocnikowania. Mały króliczek bawi się słowem, formą. Książka zabawna, ale nie każdy ten rodzaj poczucia humoru zrozumie.d

„Kajtuś. Na nocniczku” – autor Joceline SanschagrinWydawnictwo Rea-SJ.

Bardzo prosta książeczka, która na mnie wrażenia nie zrobiła przez mało interesujący tekst. I tak jak ilustracje są godne uwagi, to wrażenie niszczy treść. Cena książki to 14,90 zł. Książka ma twarda oprawę.

"Kajtuś. Na nocniczku" - autorstwa Joceline Sanschagrin. Książeczka o chłopcu, który uczy się korzystać z nocnika. Książka nie robi wrażenia pod względem treści. A szkoda, bo ma ładne ilustracje.

„Ale kupa! Co masz w pieluszce?” – autor Guido van Genechten, Wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Bohaterka utworu, Myszka, zagląda w pieluszki innych zwierzątek i sprawdza ich zawartość. Zagląda, bo sama ma pustą pieluszkę. Wydaje się, że jest to obrzydliwe zajęcie, ale bardzo fascynujące i dlatego dzieci tak bardzo się nim interesują. To tłumaczy zaangażowanie małego czytelnika przy otwieraniu ruchomych elementów książki – okienek. Walorem książki są też piękne ilustracje, twarda okładka. Dodatkowym atutem oprócz nauki korzystania z nocnika jest też nauka liczenia. Książka nie wskazana rodzicom o wrażliwej psychice.

Książka w twardej oprawie. Jej cena to 34,90 zł.

"Ale kupa! Co masz w pieluszce?" - autorstwa Guido Van Genechten. Książka o Mysze, która zagląda innym zwierzątkom do pieluszek, bo sama ma pustą. Idealna książka do nauki nocnikowania.

„Grubsza sprawa” – autor Meyer/ Lehmann/ Schulz, Wydawnictwo Dwie Siostry.

Książka podejmuje temat nie nocnikowania, a korzystania z sedesu. Jest przeznaczona dla starszych dzieci – przedszkolaków. I to właśnie przedszkolaki, Potworne Maluchy, są głównymi bohaterami tej opowieści. Debatują nad rozwiązaniem problemu, którego twórcą jest Marta. Tak wycierała pupę, że zużyła cały papier toaletowy, który zatkał sedes. Można sobie wyobrazić do jakich scen dochodzi. Dantejskich. To co rodziców, celebrujących estetykę i negujących istnienie bąków oraz fascynacji kupą przez dzieci, odrzuca, by chwycić i kupić książkę, to dzieci zachwyca. Cóż. Te dwa światy, dorosłych i nieletnich, dzieli bardzo spostrzeganie świata. My w wyrafinowany sposób zaspakajamy ciekawość świata, a dzieci w bardziej pierwotny, naturalny sposób. Książka jest w oprawie twardej. Ma komiksowe ilustracje. A jej koszt to 26 zł.

"Grubsza sprawa" - autorstwa Meyer/Lehmann/Shulze. Książka o Potwornych Maluchach, które próbują naprawić zatkany sedes.

„Kupa wszystkich kup” – autor Alex Schulman, Emma Adbage, Wydawnictwo Czarna Owca.

Bohaterka Nikki, mimo iż jest niemowlęciem, prowadzi rozmowy ze swoim tatą. Postanawia nie robić kupy i czeka na Święto Kupy. W książce kupa kupą pogania, więc nie wszystkim ta pozycja o fekaliach przypadnie do gustu. Warto zwrócić uwagę na fantastyczne ilustracje i fakt, że utwór wyszedł spod pióra szwedzkiego blogera.

Książka w oprawie twardej. Kosztuje 27,90 zł. Dla osób o mocnych nerwach i słabym powonieniu.

"Kupa wszystkich kup" - autor Schulman Alex. Książka o małej Nikki, która postanawia nie robić kupy. Książka dla osób o mocnych nerwach, gdyż kupa kupą pogania. Atutem książki jest piękna relacja między niemowlęciem a tatą.

„Pieluszka Maksa” – autor Barbro Lindgren, Wydawnictwo Zakamarki.

Książka o psotach Maksa, który zamiast siusiać do pieluszki woli siusiać na podłogę. I tak jakoś bardzo przypomina mi Bulbę. Jego twórczość i eksperymenty są podobne do pomysłowych inwencji mej córki. A jak wiadomo ona nie zawsze pokrywa się z zachwytem i radością na twarzy rodzica. Książka może nie nauczy korzystania z nocnika, ale podkreśli, że warto mieć pieluszkę na sobie niż tworzyć akweny wodne na ziemi.

Oprawa twarda, piękne ilustracje, urzekająca prostota, cena – 14,90 zł.

"Pieluszka Maksa" - autor Lindgren Barbro. Książka o psotnych, zaskakujących pomysłach Maksa, który robi siusiu na podłogę, a swoją pieluchę zakłada pieskowi.

„Ja już potrafię! O sukcesie na sedesie” – autor Agnieszka Frączek, Lee Wildish, Wydawnictwo Debit.

Książka w twardej oprawie, z przepięknymi ilustracjami i z zabawnym, rymowanym tekstem. A jego największym atutem jest sedes, który po naciśnięciu guzika w spłuczce wydaje dźwięk spuszczonej wody. Tak mi się ta pozycja podoba, że rozważam jej zakup. Humor od razu się poprawia, gdy się ją czyta.

Książka w twardej oprawie, a jej koszt to 29,90 zł.

"Ja już potrafię! O sukcesie na sedesie!" - autor Agnieszka Frączek, Lee Wildish. Książka o misiu, który uczy się korzystać z sedesu. Przezabawny, rymowany tekst, którego największym atutem jest wydający dźwięki sedes.

Miałam kilka pozycji podać, a się rozpędziłam 🙂

Wiecie, że to jeszcze nie wszystko?

Zatem jest nadzieja dla wybrednych. Na pewno coś znajdą 🙂