samotność w związku

Myślałam, że wszystkie odcienie samotności doświadczyłam. Jakże się myliłam. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że największa, która powali mnie na kolana i roztrzaska moje jestestwo na tysięczne kawałki, będzie ta doznana w czterech ścianach. Ta samotność wysysa ze mnie wszelkie przejawy walki o to, co było i powinno być.

Wydawało mi się, że znam tę ukochaną twarz. A jednak nie.

Siedzę sama. Towarzystwa dotrzymują mi tylko senne westchnienia córki i stukot klawiatury. Jego nie ma. Wyszedł i nocuje poza domem. Pierwszy raz odkąd jesteśmy razem. Zrobił to, o czym sama od dawna marzyłam, ale brakowało mi odwagi, by wyjść z domu, pozostawiając za sobą jedynie dźwięk trzaśniętych drzwi.

Los spłatał mi figla i gra drwiąco na nosie, rechocząc ze śmiechu, do rozpuku, z żartu jaki mi zafundował. Moje zmęczenie, zużycie się, zawsze górowało nad tym, by jednak trwać na posterunku ogniska domowego, od którego najchętniej wzięłabym kilka dni wolnego.

Jestem samotną matką i samotną kobietą, o ironio, będąc w związku.

Zapijam swoje smutki w niemieckim alkoholu, czyniąc stan zaistniały jeszcze bardziej żałosny.

Ale to nie promile mówią mi czego oczekują od życia. To moje pragnienia i oczekiwania. A one nie są wygórowane. To partnerstwo, dzielenie się obowiązkami, wspólnie spędzony czas we dwoje i troje, wzajemne uzupełnianie się, rozmowy, wspólne posiłki, wspólne cele, plany, które odzwierciedlają obopólne pragnienia, pozbawione wpływów osób trzecich. Tyle.. Chyba zbyt dużo.

Uważałam, że dla dobra dziecka jestem w stanie poświęcić wszystko. Tylko kiedy ma się na uwadze szczęście dzieciny, znikasz. Jak kropla rosy w promieniach słońca.

Wyobcowanie objęło patronat nad moją teraźniejszością, która mija w asyście braku słów.

Nie spotykam jego w połowie drogi.

Jaka będzie przyszłość? Jak coraz częściej wkrada się myśl, że mi już nie zależy?

 

  • Nad związkiem należy nieustannie pracować, niestety bez tego można właśnie w pewnym momencie doświadczyć samotności przy drugiej osobie… ponadto każde małżeństwo, czy partnerstwo jest ryzykiem, które się świadomie podejmuję. Myślę, że nie można zapominać kompletnie o sobie dla dziecka. Dzieci lubią, kiedy ich matki są szczęśliwe.

    • W rzeczy samej 🙂
      Zobaczymy, co los przyniesie.
      Nie można zapominać o sobie. Dlatego mam wychodne z domu 🙂

  • To jest własnie życie Bamboszko. Ale Ty jesteś Feniks. Ja też. Patrz, znów mamy podobne doświadczenia. Aż się uśmiechnęłam.:) Ostatnie zdanie też jest moje.(zero kontaktu od dwóch dni) Tylko że ja przestałam się przejmować. Co ma być to będzie. 🙂 Nie zapijaj Kochana alkoholem. Pisz jakby co. Buziaki. :*

    • To się robi podejrzane, że mamy wszystko podobnie 🙂
      Piję od wielkiego dzwonu, więc nałóg mi nie grozi. Choć przyznaję, zapijanie smutków w procentach jest bardzo dziecinne 😉
      Buziaki :*

  • Dobrze, że o tym piszesz, bo czytając wszystkie strony z ochami i achami o związkach i macierzyństwie, człowiek się zastanawia, czy sam żyje w innym świecie. Kingo, żyjemy dokładnie w tym samym świecie. I będą lepsze i gorsze chwile. Walcz o te drugie!

    • Nie mam problemu pisać o smutnych rzeczach. Choć dla odbiorcy piękniejsze i ciekawsze są jasne barwy życia.
      Zawalczę 🙂

  • Nat

    Czy to nie jest trochę tak, że gdy zaszywamy się w domu „dla dobra rodziny” i poświęcamy się „dla dobra rodziny” i z czegoś rezygnujemy „dla dobra rodziny” (choć rodzina często tego poświęcenia nie chce ani nie potrzebuje), to też mocniej przeżywamy, za dużo myślimy, szukamy dziury w całym? Nie znam Twojej sytuacji, ale wiem, jak bywa u mnie. Czasem wydaje mi się, że już mam dość, koniec, dosyć tego dobrego, wszystko jest źle, do dupy i jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Potem emocje mijają, zajmuję się sobą, idę na spacer, słucham muzyki, oglądam film… po pewnym czasie się okazuje, że to jednak nie było aż tak strasznie ważne, po prostu przytłoczona swoim własnym Wielkim Poświęceniem straciłam dystans.
    „Moje zmęczenie, zużycie się, zawsze górowało nad tym, by jednak trwać na posterunku ogniska domowego, od którego najchętniej wzięłabym kilka dni wolnego.” -> To weź. Kto nie umie zadbać o siebie, nie będzie umiał prawdziwie zadbać o innych.
    p.s. zgadzam się, że chociaż to smutny tekst, to dobrze czasem przeczytać coś szczerego, zamiast tego ciągłego rzygania tęczą na wszelkie tematy świata na większości blogów. Związki takie cudowne, dzieci takie cudowne, jedzenie jak z restauracji, mieszkania jak z katalogu i życie jak z Instagrama. Ble.

    • Nie wiem, czy się poświęcam. Robię to, co powinnam, bo mam takie, a nie inne obowiązki. Rzeczywiście mnie one przytłaczają – od długiego czasu robię wszystko sama. Kiedyś było wspólnie. Te razem dawało mi oddech. A teraz tego zabrakło i jestem przydeptaną życiem starszą panią 😉
      Nie jest najgorzej, ale kiedy zaczyna brakować wsparcia partnera, jego zaangażowania w codzienne sprawy, trzeba być naiwnym głupcem, by tego nie dostrzegać i nie czuć, że to bycie razem się rozjeżdża.
      Widzisz, góruje to moje zmęczenie, zużycie się, bo nikt nie przyjdzie mi pomóc, bym mogła odsapnąć od dziecka. Cudem jest jak ktoś ją przypilnuje, bym mogła pójść do dentysty. I na tym się kończy. Takie życie. Nie można mieć wszystkiego. Ale po rozmowie z Przyszłym, ustaliliśmy, że będę wychodziła na kilka godzin raz w tygodniu, by pobyć sama ze sobą, więc odetchnę nie tylko na dentystycznym fotelu 😉
      Mimo, że mi czasami nie zależy, to nie mogę powiedzieć, że przestałam go kochać. Gdyby tak było, spakowałabym się już dawno. Może z tego impasu wyjdziemy zwycięsko. Czas pokaże.

      • Nat

        Może kilka godzin raz w tygodniu to wciąż za mało. 😉 Ja wychodzę trochę z takiego założenia: skoro on przez tych 7-8 h dziennie pracuje, to ja tyle samo czasu opiekuję się dzieckiem i domem. Ale – pozostały czas (czyli aż 16 h) powinien być dzielony po połowie (oczywiście mniej więcej, nie stoję z minutnikiem w ręku), tzn. to nie jest tak, że jeśli mój facet pracuje, to może już później w domu nie kiwnąć palcem i niczego nie zrobić przy dziecku – przecież moje „siedzenie w domu z dzieckiem” to też praca, a nikt nie jest w stanie być w ciągłej gotowości 24h na dobę i się nie wykończyć. Na szczęście mój narzeczony nie ma z tym problemu, a gdy czasem czuję się mimo to zbyt przytłoczona, to nie odpuszczam i walczę o dodatkową chwilę dla siebie. Albo dla nas we dwójkę – bez dziecka. Nie warto się dać zwariować, bo to nikomu się nie przysłuży, a dziecku to już w ogóle. Nie daj się – szkoda życia:) ono może być piękne nawet na macierzyńskim, chociaż każdy czasem ma ochotę wyrzucić wszystko i wszystkich przez okno i zostać w domu sam na sam z łóżkiem. Ja sama ostatnio przez tydzień nie byłam psychicznie w stanie podnieść się z kanapy.
        Trzymam kciuki 🙂

        • Masz całkowitą rację.
          Wyjścia to tylko niewielki procent usprawnień.
          Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu.
          Na razie fajerwerków nie widzę, ale to dopiero kilka dni.
          Trzymaj. Mocno 🙂

      • Zacznij biegać, trzy razy w tygodniu. Wydrukuj grafik, powieś na lodówce, czy gdzie tam chcesz, niech wszyscy widzą, że w ten i ten dzień wychodzisz na godzinę. I biegaj. Przynajmniej spróbuj. Polecam. 🙂 Raz w tygodniu to za mało.

        • Bieganie jest dobre na wszystko 🙂
          W końcu trzeba założyć buty, które kupiłam w tym celu wieki temu 🙂
          Będziesz specjalistką od biegania, Basiu 🙂

          • E tam, jaka ze mnie specjalistka, jak ja nawet buty mam stare i nie takie typowe do biegania, ale są mega wygodne. 🙂 Dawaj. Fizycznie bieganie Cię zmęczy, ale złe myśli wywieje. 😉

          • W trampkach pobiegnę. Tylko takie buty wzięłam ze sobą na Mazury.
            Skoczę na poligon, tam się tak przeczołgam, że na żadne myślenie nie będę miała sił 😉

          • Tylko nie wariuj tam za mocno. 😀

          • Trochę szaleństwa nie zaszkodzi 😉

  • Rodzicielstwo to bardzo duże wyzwanie dla związku. Niby dwoje ludzi się kocha/ło i chciało tego samego: dzidziusia, ale jak już się pojawi różnie bywa.
    Nie wymądrzam się tylko wiem…
    Spróbuj Mu powiedzieć, czego chcesz. O tych pragnieniach. Jeśli nie będzie wiedział to jak ma się do nich odnieść. Tylko wtedy dowiesz się czy wam nadal po drodze…

    • Jesteśmy po rozmowie i czas pokaże, co będzie dalej.

  • Dasz radę. Dla siebie i córki. A jak już się ułoży na nowo, to jest spora szansa, że zaczniesz oddychać głębiej, a nowe życie będzie pełniejsze – bez poświęcania się, bo będzie takie, jak zadecydujecie we dwie. Uściski.

    • Zawalczę, żeby to życie było we troje.
      Mam nadzieję, że Przyszły po rozmowie też zawalczy, by było lepiej.

  • Dziękuję 🙂

  • Kiedyś czułam podobnie, kiedyś mogłam bardzo podobnie napisać… Miałam to szczęście, że spotkałam prawdziwą miłość i mogłam uwierzyć, że związek oparty na prawdziwym uczuciu nigdy nie pozostawi mnie samotną. Byłam przez wiele lata w związku, w którym czułam okrutną, dobijającą mnie samotność. Mogę być sama, ale gdy partnerowi zależy i stara się to okazywać, nigdy nie czuję się samotna…

    • Myślałam, że dojdę do takiego punktu, że zamknę za sobą drzwi i nie wrócę, ale jest dobrze. Nieidealnie, ale coraz lepiej 🙂