serce kulawe

Leżał przy klombie. Być może film mu się urwał po libacji, być może zasłabł, być może jego napadnięto. Upewniłam się, czy ktoś jego zauważył i się nim zainteresował. To było ponad moje siły.

Ostatnim razem, kiedy wykręcałam trzy cyfry w telefonie, zlały się one z widokiem ciepłej krwi, okalającej twarz mężczyzny. I mój narastający niepokój, że czerwone, kapiące na chodnik krople, tak szybko nie znikną.

Wyłoniła się postać z karetki, a ja poczułam wilgoć na twarzy. Myśl, że to on. Rozczarowanie, że jednak nie.

Czy już tak zawsze będzie?

Upewniłam się jeszcze raz i zostawiłam po sobie stukot pantofli.

Nie powiedziałam jemu, czego chciałabym się pozbyć. To była pierwsza myśl. Serca.
Trudno pozbyć się nieproszonego gościa, którego się miłuje ponad wszystko.

Mówią, że to nie ma sensu. Imaginacja, psota, mrzonka. Mówią, że dalej za furtką jest lepiej, piękniej.. Mówią, że to choroba. Mówią.

A ja.. Choć to serce kulawe, to przy nim trwam.

Serce moje.