Spokrewniona z Antygoną.v Rozważania jaką drogę wybrać. W Krakowie, na Wawelu.

 

Biorę udział w dramacie antycznym.

Jestem spokrewniona z Antygoną. Ona jest rozdarta między okazaniem posłuszeństwa Kreonowi, ustanowionym prawom, a uszanowaniem praw boskich i powinnościami siostrzanej miłości. A ja.. Ja mam mniej więcej podobne rozterki.

Stoję z Antygoną na rozdrożu, między młotem i kowadłem. Co wybrać? Unieszczęśliwić siebie, czy przez podjętą decyzję niechcący skrzywdzić kogoś?

Coś mi się w końcu od życia należy. Nie idę po trupach, ale po lekko rannych przejść muszę. Uwaga! Nadchodzę!

Nadchodzę Plantami. Zwrócona ku smokowi, zastanawiam się, czy zje mnie na kolację. Przecież nie ma nic za darmo. Za wszystko się płaci. Nawet za marzenia.

Spoglądam na Wisłę. Pytam się jej, czy wie, jak wysoka będzie cena?

Niby taka odważna jestem, a boję się. Boję się cholernie.

Zatrzymaj mnie w uścisku swej dłoni, bym nie uciekła.