Wkrótce w naszym kraju na mocy prawa będzie można zakupić tabletkę „dzień po” EllaOne bez recepty. A wszystko to za sprawą Komisji Europejskiej.

Nie ukrywam, że czasami ingerencje Unii Europejskiej w moją sferę życia doprowadzają mnie do szału, jak choćby narzucanie kupna świetlówek i wyeliminowanie zwykłych żarówek, do których pałam wielką miłością. Nie podoba mi się, że narzucono mi coś odgórnie i pozbawiono prawo wyboru. Nie podoba mi się, że wtłacza się człowiekowi irracjonalne bezsensy. Bo jak widzę świetlówkę a najzwyklejszą pod słońcem żarówkę, to mój chłopski rozum dostrzega skomplikowany proces utylizacji, ale świetlówki. I gdzie w tym ekologia? Chyba się nie mylę myśląc, że ktoś robi na tym interes życia. Lobbyści odwalili kawał dobrej roboty.

Ale wróćmy do tabletek. Tu nie podoba mi się monopol dla jednej firmy. Naprawdę nikt na świecie nie produkuje czegoś podobnego? I jeśli mam zastrzeżenia w tej materii, to narzucenie takiej decyzji mnie ostatecznie nie bulwersuje. Dlaczego? Bo w Polsce dostępność do antykoncepcji i edukacja seksualna jest na skandalicznie niskim poziomie.

Niechcący Komisja Europejska zmusiła nas do pochylenia się nad tematem i wprowadzenia konkretnych rozwiązań. W naszym kraju ciężko jest udźwignąć temat. Wiadomo, że jeśli większość społeczeństwa to katolicy, to taka przeprawa jest ciężka. Ale konieczna i jak najbardziej wskazana.

To dobry bodziec, by w końcu uzmysłowić sobie, że każda kobieta w kraju nad Wisłą, ma prawo do każdej formy antykoncepcji, jaka istnieje na rynku medycznym.

Co do samej tabletki „po”. To nie jest tabletka poronna. Jest to tabletka, która ma zapobiec ciąży po niezabezpieczonym stosunku, który odbył się przed zażyciem pigułki. Czyli, jeśli akt miłosny odbył się bez żadnego zabezpieczenia, kobieta zapomniała wziąć tabletkę antykoncepcyjną, pomyliły się jej dni płodne, pękła prezerwatywa w czasie stosunku, przespała się z Jankiem mimo, iż kocha Franka, upiła się do nieprzytomności i kochała się z nieznajomym, mąż chce zrobić jej ósme dziecko, a ona nie wie już jak ma podołać z istniejącą gromadką, jeśli nie chce partner wcale mieć dziecka lub też kobieta, albo chcą, ale nie w tym czasie, jeśli kobieta ma w domu psychopatę i despotę, a nie wie jak od niego odejść, jeśli kobieta została zgwałcona, jeśli partner zmusił do stosunku, choć kobieta nie miała na to ochoty..

Tych jeśli można mnożyć. Ile istnień ludzkich, tyleż powodów.

Logicznie i zwięźle na temat tych tabletek można poczytać tutaj.

Tabletka „po” nie jest skuteczna, jak proces implantacji zarodka już nastąpił. Nie zadziała poronnie, a wręcz przeciwnie – podtrzyma ciążę. Dlatego nie ma tu mowy o żadnej aborcji i przerwaniu istniejącej ciąży.

Uważam, że tabletka „po” zmniejszy ilość przeprowadzanych nielegalnych zabiegów przerywania ciąży, które w Polsce mają miejsce. Również zmniejszy zjawisko „turystyki aborcyjnej”. A przede wszystkim zmniejszy ilość kobiet będących w takiej sytuacji, stojących przed takim wyborem. Pełne rozterek, często pozostawione same sobie, skazane na ból, ostracyzm i samotność.

Co mnie martwi? Żeby nie potraktowano tego specyfiku, jako stałej metody antykoncepcji, bo specyfik można stosować tylko sporadycznie. Być może wystąpienie nieprzyjemnych skutków ubocznych, ostudzi co niektórych zapędy przed częstym stosowaniem.

Zastanawia mnie, kto będzie mógł taki lek kupić? Czy będzie ustalona granica wiekowa? Co z małoletnimi pacjentami między 13 a 18 rokiem życia? Prawo farmaceutyczne nie precyzuje, w jakiej sytuacji farmaceuta ma obowiązek odmówić sprzedaży leku. Nie wyobrażam sobie wyrośniętej trzynastolatki, pędzącej po tabletkę „po”. I tu właśnie wchodzimy w obszar edukacji seksualnej. Dzieci należy edukować, uświadamiać o „urokach” wczesnego współżycia seksualnego, konsekwencjach, które z niego wynikają.

I kolejna rzecz. Czy tabletki „po” będą sprzedawane tylko w aptekach? Skoro będzie można je nabyć bez recepty, czy znajdą się również w sprzedaży na każdej stacji benzynowej, czy w każdym kiosku? Oby nie. Uważam, że miejsce wszystkich leków, również OTC jest w aptece. Leki powinny być przechowywane w odpowiednich warunkach. Miejsce w nasłonecznionej półce obok roztapiającego się batona, na pewno takowym nie jest.

I tak dyrektywa Komisji Europejskiej, przyczyniła się do zwiększenia w Polsce dostępności kobiet do antykoncepcji. Mam nadzieję, że wreszcie wiele niezadowalających aspektów w tej sferze zostanie poprawiona. Bo my, polskie kobiety na to zasługujemy. Przede wszystkim na prawo wyboru, według własnych potrzeb, wyznawanych wartości i zasad.