Teoria względności. Pojęcie szczęścia jest względne i każdy ma inne o nim wyobrażenie. Dla jednych szczęściem napawa kupienie różanych kadzidełek.

Wszyscy układają sobie życie. Lepiej lub gorzej. Smutno się robi człowiekowi, jak widzi szczęście u innych. Dostrzega się wówczas jego niedobór w swoim życiu. Chociaż pojęcie szczęścia jest względne (wypisz, wymaluj – teoria względności) i każdy ma inne o nim wyobrażenie. Pomimo tego zróżnicowania, żadne sukcesy w pracy, w nauce, w czymkolwiek, są nic niewarte, jak nie ma się z kim ich dzielić. Nawet takimi pierdołami, jak zakupienie różanych kadzidełek.

Jestem w Warszawie, za którą tak tęsknisz. Ja za nią tęsknię, jak w niej nie mieszkam. I to najbardziej za znajomymi i ulubionymi miejscami. Stolica przeważnie mnie przygniata i drażni. Najczęściej, kiedy jestem ściśnięta, jak szprota, w metrze, w godzinach szczytu.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Wszystko do siebie jest podobne. Nawet starówki różnią się jedynie wielkością. Jestem już nużona wyjazdami, bagażami. Brakuje mi stabilizacji i stałości w każdej sferze życiowej. Czuję się niekochana, niespełniona, niedowartościowana.. Mogłabym te przymiotniki mnożyć. Pomału zamieniam się w rozhisteryzowaną, starą pannę. Potrzebuję olbrzymiej zmiany i nie mam na myśli fryzury. Pragnę zmian i porządków. Tylko cholernie trudno jest się do tego zabrać. Brakuje mi mobilizacji. Wydaje mi się, że się uwsteczniam. To jest powracające odczucie.

Jednak zacznę od fryzury.

Jest mi smutno, gdy ludziom brakuje odwagi. Mi tej odwagi zaczyna też brakować. I wiary. Wiary w ludzi.

Na podniesienie morałów, dodam tylko.. someday.