treściwa strawa – chili con carne

Jest taka jedna potrawa, która sprawia, że mój Przyszły mnie na rękach nosi, prawi mi komplementy i wychwala pod niebiosa. A ja spowita w glorii i chwale, rozanielona, spoglądam, jak pałaszuje danie nieprzyzwoicie mlaszcząc, wydając przy tym pomruki zadowolenia. Sielski obraz w kuchennym anturażu stwarza treściwa strawa – chili con carne. Jest suto i smacznie, a nade wszystko, co ujmuje mnie najbardziej, posiłek jest nieskomplikowany w przygotowaniu. A to jest główny powód, który sprawia, że dotykam się w ogóle garnków.

CHILI CON CARNE

Składniki:

mielona wołowina

cebule

olej rzepakowy lub oliwa z oliwek

pomidory bez skórki lub przecier pomidorowy

czerwona fasola

czerwona papryka

woda

chili

słodka papryka

oregano lub kolendra.

Nie podaję gramatury, bo potrawy gotuję na oko. To spaczenie uwydatnia się w zakalcowatych babeczkach, które wychodzą mi tragicznie. Ale wróćmy do głównego bohatera dzisiejszego wpisu. Cebule i czosnek drobno kroję. No dobra, bez pruderii. Ten kto widział mnie w kuchni wie, że kroję grubo. Zatem kroimy wedle uznania. Rozgrzewamy w garze olej (zwyczajowo daję 3-4 łyżki), wrzucam pokrojone warzywa, podsmażam, a potem dodaję przyprawy. Jak mi się ładnie wszystko wymiesza, dodaję mięso i to sporo, kilo lub dwa, bo strawa ma być co najmniej na dwa obiady. Chyba, że z Przyszłym, złaknieni wyliżemy starannie garnek za jednym podejściem. Kiedy mięso nabierze jaśniejszej barwy, dodaję pomidory, a że lubię pichcić szybko i sprawnie, są to pomidory z puszki lub przecier pomidorowy. Nie żałuję i daję dwa opakowania. Można dolać też trochę wody. Potem dorzucam do garnka pokrojoną (tak, tak, grubo) paprykę. Sporo, na bogato. I gdy już wszystko sobie popyrkocze pod pokrywką, dorzucam hojnie czerwoną fasolę. Gotuję jedzenie jeszcze przez kilka minut, napawając się bulgotami z sagana. Doprawiam, smakuję i wyłączam wreszcie gaz, by po królewsku posilić mego chłopa.

Niektórzy do chili con carne dorzucają również kukurydzę, spolszczając przepis. Trąci trochę profanacją, ale jak ktoś lubi i nie wyobraża sobie potrawy bez jej udziału, niechaj mu będzie.

Ja, jak widać na poniższym obrazku, spożywając potrawę posiłkuję się pieczywem, oczywiście o pokaźnym gabarycie, a Przyszły konsumuje ją bez żadnych dodatków.

Kulinarny kunszt, który przejawiam w czasie tworzenia tego jadła, ewidentnie scala mój związek, podtrzymując miłosne fluidy między mną a Przyszłym. Także polecam tę recepturę wszystkim parom.

 tresciwa-strawa-chili-con-carne