ufam tobie

Jestem naiwna.

Można mnie łatwo faszerować kłamstwami. Chociaż czasami widzę, słyszę i odczuwam pewien zgrzyt, nie jest to dla mnie powodem, by komuś nie wierzyć, ufać. Nie podejrzewam złych intencji w bliskich mi relacjach. Nie widzę powodu, by snuć teorie spiskowe. Oczekuję szczerości, a to jedna ze sfer, w której łatwo jest rozminąć się z rzeczywistymi faktami.

Owszem, bywają w życiu każdego z nas etapy życia, chwile, momenty, którymi nie chcemy się dzielić z innymi. Są one niechlubną przeszłością, porażką, niemiłym wspomnieniem. To zrozumiałe. Przemilczamy pewne sprawy. Chcemy o nich zapomnieć, bo wywołują rumieńce wstydu, palpitacje serca, bezbrzeżny smutek. Lecz czasami należy o nich wspomnieć, by nie nadwyrężyć czyjegoś zaufania, by nie zniweczyć relacji, więzi, uczucia. Są one narażone na rozdźwięk, pęknięcie, rozłam, kiedy prawda ujrzy światło dzienne. Nie rozgrzesza zaniechania wyższa idea, cel, obawa.

Rozumiem.

Zrozumienie nie pomniejsza tkwiącej zadry w moim sercu.

Zalewa mnie fala rozczarowania, złości, zawodu, smutku. Pozbawiono mnie właściwej oceny, samodecydowania.

Jak mam dalej ufać, skoro zabrakło fundamentalnej podstawy –  szczerości.

Pocieszenia szukam w  doskonale mi znanych dłoniach. Patrzę się w kochaną twarz, którą zdawało mi się, że znam.

Tworzę rzeczywistość na nowo. Wznoszę się ponad posiadaną wiedzę, mając nadzieję, że nie będzie ona rzutowała na przyszłość. Jestem dobrej myśli, optymizmu, wiary, że będzie nadal jak było.

 

Tylko ta zadra w sercu rzuca cień niepokoju..