w chwilach

Pnę się w górę, w ostatnich promieniach słońca. Zapadający zmierzch utrudnia wspinaczkę. Ścieżka na kopiec jest podmokła. Boję się, że się poślizgnę. Idę sama, bez ciebie. Brakuje mi twej ciepłej dłoni, prowadzącej mnie na szczyt. A jeśli upadnę?

Księżyc dumnie prezentuje swą krągłość. Dodaje otuchy i rozjaśnia drogę. Pnę się coraz wyżej, aż dochodzę do celu. Przede mną rozpościera się cudowny widok. Miasto w połowie skąpane czarną nocą i ostatnim blaskiem dnia. Głębię zmierzchu zakłóca czerwień i złoto, przebłyskujące zza chmur. Kraków mieni się tysiącem świateł. Tak jak wtedy..

Na trawie szukam ślady naszych ciał. Szukam namacalnego świadectwa naszego razem. Potwierdzenia, że nie był to sen.

Szepczę twoje imię. Odpowiada mi wiatr, niosący echo wyszeptanego słowa.

Gdzie jesteś? Jest dojmująco zimno. Rozgrzej mnie oddechem, utul pocałunkami, opleć zapachem. Proszę..

Nie nadchodzisz. Nie schowam dłoni w kieszeni twego swetra.

Nadchodzi tęsknota. Dotyka policzka. Ściera czule spływającą łzę.

Gdzie jesteś?

„Jestem tutaj.. W chwilach.”