Wspaniałym uczuciem jest wyruszenie w podróż. W podróż samotną. Bez dzieci, chłopa, rodziny, przyjaciółki i dużego bagażu. Zatem wyruszyłam w drogę. Sama, z poczuciem chwilowej wolności.

Uwielbiam ściskać w dłoni bilet, z niecierpliwością wskakiwać do środka transportu, nie mogąc się doczekać, kiedy dotrę wreszcie do celu. W nowe miejsca, w których jeszcze nie byłam gna mnie ogromna ciekawość, możliwość zachwycania się walorami pejzażu, mikroklimatu, architektury i ludźmi. Jestem odkrywcą nieznanych mi terenów, eksploratorem, poszukiwaczem niezapomnianych wrażeń. Jestem podróżnikiem, który chciwie smakuje oglądaną przestrzeń, dziewicze dla mnie tereny. Wyzwala to we mnie ogromną ekscytację, eksploduję szczęściem i pokładami energii, które zdawały się już nie istnieć.

Samotna podróż jest doskonałym egzaminem samodzielności, odwagi. Każdy młody człowiek, powinien taką jedną podróż w swym życiu odbyć. To w tej wyprawie nabywa się niezależność, doświadczenie i wartościowe przemyślenia. W podróży samotnej aspekt poznawczy jest wzbogacony o aspekt duchowy. W czasie jej trwania można odpowiedzieć sobie na nurtujące nas pytania, na które nie ma się czasu. Można nabrać dystansu do rzeczywistości, w której obracamy się na co dzień. Można poprawić percepcję postrzegania wielu istotnych spraw, skonfrontować marzenia z oczekiwaniami i potrzebami, poprawić kierunek drogi życiowej, którą się kroczy.

Nieocenioną wartością jest bycie bliżej natury, od której coraz bardziej się oddala i nie zaprasza do swojego życia. W podróży dostrzega się jej piękno, potęgę, dostojność. Odczuwa się jej zbawienny wpływ – wycisza emocje, napaja spokojem rozdartą duszę i pomaga pogodzić się z nieuchronnością czasu. Jest panaceum. Jej poruszająca prostota podsuwa najdoskonalsze i najprostsze rozwiązania. Zawsze mam wrażenie, że wracam wówczas do zapomnianych korzeni, na początek drogi, której sedno, cel uleciało w mirażu pędzącego życia.

Często odbywa się podróże do miejsc doskonale już znanych. Są to podróże o zabarwieniu sentymentalnym, wywołujące euforię, ekscytację, zadumę, łzę w oku. Ostatnio w taką się wybrałam. Na ukochane Mazury. Kiedy tylko pojawiają się pierwsze pagórki, dostojne, strzeliste lasy, bocian przelatujący nad okolicą, rozsiane pola w krajobrazie, wierzba płacząca, maki akcentujące swą obecność na łące, jezioro ukrywające się w szuwarach, wiem, że jestem już u siebie. Jestem w domu. Tęsknota trzymana w ryzach, wylewa się w potoku podniecenia i niebezpiecznego drżenia podbródka. Zalewa mnie fala szczęścia i wdzięczności, że mogę być ponownie w miejscu, które kocham nad życie. W miejscu, z którego się wywodzę, w którym pozostawiłam sporą cząstkę siebie, które mnie definiuje, które jest wyryte w mym sercu. W miejscu, do którego przynależę, mimo iż mnie tu cieleśnie od dawien dawna już nie ma.

Moje Mazury

Moje Mazury

20150522_105350

20150522_105658

20150522_110226

20150522_11590320150522_11594720150522_120114

Giżycko wita

Giżycko wita

Jezioro Niegocin

Jezioro Niegocin