W lipcu wydarzyło się coś wyjątkowego. Dziecko pożegnało się definitywnie z pieluchami i skumplowało się z nocnikiem za pan brat. Wielbi swoje siedzisko z namaszczeniem, choć i wcześniej traktowało je przyjaźnie. Acz nie chciało za żadne skarby świata z niego korzystać i z premedytacją siadało w kompletnym ubraniu.

Mądre to było dziecko. Mimo niechęci siadania na nim, perfekcyjnie wskazywało ręką, gdzie załatwia się swoje potrzeby i starannie sadzało na nim swoje misie i lale, doprowadzając matkę do łez i zgryzoty swoim uporem. Nawet liczne, wspólne wizyty z matką w przybytku już od momentu nabycia przez nie umiejętności raczkowania, nie zdołały zachęcić je do współpracy w ambitnym projekcie odpieluchowania.

Ale był taki jeden moment, kiedy w końcu dziecko usadowiło się na tron, wskazując potem dumnie palcem jego zawartość. Tańcom nie było końca, achom i ochom, oklaskom, bo i duma rozpierała rodziców, których życie od ponad dwóch lat ściśle było powiązane z fizjologią ich dziecka.

Lecz jedna jaskółka wiosny nie czyni. Może i by zawitała na tych skromnych metrach mieszkania, ale w następnych dniach wizja obszczanej wykładziny, szczelnie okalającej metry kwadratowe pokoju, zrodziła w matce odrazę. A i pora roku się nie zgadzała. Za oknami była zima. Ojciec dziecka zapomniał o wydarzeniu pierwszego siku do nocnika, bo nie lubił brać udziału w procesach długotrwałych. Zrzucając tym samym na barki kobiety misję przejścia na wyższy poziom ich wspólnego życia. Na metrach kwadratowych rozgościła się nie wiosna, a lenistwo.

Gdyby nie nygusostwo rodziców i wygodnictwo, dziecko już dawno śmigałoby bez pieluchy. I wszystkie opinie, że dziecka nie trzeba naciskać, że najdogodniejszym wiekiem do nauki są dwa lata, a nawet trzy, że porównywanie do kuzynostwa jest w złym tonie i niepochlebne opinie na temat zawartości pieluszki o zapachu odpychającym, też – były im bardzo na rękę.

Dziecko rosło. Przyszła wiosna, nadeszło lato, a wraz z latem koncepcja edukacji na sielskiej wsi, gdzie podłogę drewnianą jest łatwiej wyczyścić. Przewidywano, że instruktaż będzie w większej mierze przeprowadzany na łonie natury przed domem, ze wskazaniem okolicy pieńka po ściętej wierzbie.

Dziecko radośnie brało udział w zajęciach lekcyjnych, ciesząc się z posiadania majtek za trzy złote. W tym wypadku cena nie grała roli. Cieszyło się, że je ma. Swoje własne.

Nauka nocnikowania dziecka przeszła pomyślnie. Nawet kilka wpadek nie miało wpływu na końcową ocenę na świadectwie. Może to wiejskie powietrze, a może rywalizacja z kuzynką o dziesięć miesięcy młodszą o to, która pierwsza usiądzie na nocnik, miało wpływ na wygląd cenzurki. Koniec końców, finalny przebieg czynności fizjologicznych uwieńczony był w odpowiednim miejscu.

Rodzicom żyje się teraz radośniej i serwują dziecku same pochwały. No może raz im nie wyszło, kiedy dziecko z zainteresowaniem sprawdzało konsystencję kupy, gdzie podnieśli alert donośny, pierwotny z trzewi, wbrew zaleceniom poradników, miast wznosić się stoicko i bez odrazy na Olimpie.

Dziecko cieszy się nowym etapem życia. Jest samodzielne i swą niezależność dobitnie podkreśla nie tylko w tej kwestii. A wszystko to dzięki najtańszemu nocnikowi, który stanowi główną ozdobę wspólnego pokoju. I nadwrażliwym ludziom burzy estetykę ów przybytek i jest niezgodne z tezą, że najodpowiedniejszym dla niego miejscem jest łazienka. Ale przysięgam! Nie ma tam miejsca – mieści się tam półtorej osoby. Byłam przed chwilą i jeszcze raz sprawdziłam.

Dziecko przesiaduje w swej przenośnej toalecie nie same. Bierze ze sobą książeczkę i jak rasowy dorosły umila sobie chwile czytając. A książka to zacna, pokazuje życie przedszkolaka, który też korzysta z ubikacji. Dziecko żywnie komentuje wszystkie wykonywane czynności, tłumacząc matce, że trzeba mieć papier do podtarcia, spłukać wodę w sedesie i umyć rączki. A matka ukontentowana mądrością dziecka, wie, że sobie poradzi, gdy wyprawi je do placówki oświatowej.

20150918_104824

Aby nocnikowanie przebiegło pomyślnie nie trzeba wiele. Tak naprawdę liczą się chęci rodziców, ich zaangażowanie i konsekwencja. A dodatkiem usprawniającym współpracę nie muszą być drogie rzeczy. Zdaniem matki nadwyżkę pieniędzy lepiej zainwestować w książeczkę.

Kontakt z kuzynką przyspieszył proces sprawnego korzystania z nocnika i zaowocował odpieluchowaniem ich obu. Jak to się ma do teorii, że dziecko mniejsze nie jest w stanie swej potrzeby zasygnalizować i że nie będzie chciało się uczyć? No nie ma się nijak.