ze mną wychodzą same zakalce

Ze mną wychodzą same zakalce. Zapomniałam.

Jesteśmy osadzeni w schematach. Trudno jest przekraczać ustalone normy. Są granice, których przesuwanie jest źle widziane i potępiane przez ogół. A nam się wydaje, że jesteśmy wolni. Jesteśmy zniewoleni pod każdym względem. Żyjemy iluzją, iż tak nie jest.

Dokonując niełatwe wybory, mając na uwadze dobro innych, paradoksalnie, pozbawiłam siebie szczęścia i samorealizacji. Zostałam z niczym.

Kiedy słyszę: „to nie moja wina”, „to mnie nie dotyczy”, wiem, że moje postępowanie nie miało sensu – nikt jego nie docenił. Kiedy ktoś spogląda na mnie z politowaniem, jak na nieudolną sierotę. Kiedy ktoś żeruje na mnie jak pasożyt. Nie oczekiwałam oklasków za moje czyny, ale szacunku.

Może to stąd wypływa przekonanie innych osób, by ferować o moim życiu. Każdy ma jego wizję – jedyną, właściwą, słuszną. Któż by się mnie pytał o zdanie. Przecież nie mogę wiedzieć, co jest dla mnie najlepsze.

Nie mogę zapanować nad łzami. Z mej piersi wydobywa się szloch. Okryta kołdrą, kołyszę się do przodu i tyłu, mając nadzieję, że to ukoi dorosłe, osierocone dziecko.

Chcę tobie powiedzieć o wszystkim, ale ty wszystko po kolei zanegujesz. Dostrzegasz tylko białe i czarne barwy sytuacji. Pośrodku nie ma nic. W przyrządzonym przez ciebie sosie, na nic nie ma już miejsca. Chciałabym do niego dorzucić szczyptę radości, entuzjazmu, szczerości.. Ale to ty jesteś kucharzem. Ja jestem od krojenia cebuli i obierania ziemniaków.

Pewnego dnia zburzyłam walory smakowe przepisu – dodałam coś, czego nigdy byś się nie ośmielił użyć. Wystraszyłeś się. W twoim gotowaniu nie ma miejsca na niespodzianki. Wszystko musi być przewidywalne. Tak jest bezpieczniej.

Zapomniałam. Ze mną wychodzą same zakalce. Tam niedopieczone, tu niedogotowane, a tutaj za grubo pokrojone.

Dla ciebie intuicja jest wymarłym tworem. Postawiłeś diagnozę – zdawało mi się. Była to choroba zakaźna, bo omam objął kilka osób wokół nas. Ale przecież masz rację. Nigdy się nie mylisz. Skoro jesteś nieomylny, dorabiam sobie ideologię, by był w tym sens. Umacniam cię w słuszności twych przekonań, byś pozbył się poczucia winy. Całą resztę zostawię sobie.